poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Really, really feminine.

Jeśli chodzi o czerwone lakiery to ja jestem człowiek kilku słów: kocham, lubię, nie cierpię. Nicole kocham, bo fajne jest w niej wszystko - nazwa (Really Really Red), kolor (żywa, kobieca czerwień), konsystencja i inne takie rzeczy (wygodny pędzelek, fajnie rzadka konsystencja i świetle żelkowe wykończenie).

To mój pierwszy lakier Nicole by OPI. I póki co jestem bardzo zadowolona :) Jakość jest typowo OPIkowa, zobaczymy jak będzie z trwałością ;)





English please: 
I'm a woman of few words. In case of red polishes that words would be: love it, like it, hate it. And this polish I definitely love :) As from the name (Really Really Red), by the color (bright, feminine red) end at the consistency and stuff (nice brush, nice consistency, nice jelly-like finish).
Hot or not? :D

6 komentarzy:

  1. Jeszcze jeden taki słocz....

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta, zobaczymy jak będzie z trwałością... U Ciebie żadne lakiery nie trwają więcej niż 2 dni - bo je bezlitośnie zmywasz :P

    (Przyganiał kocioł, wiem... :D)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jutro rano mam w planach ogrom prac domowych :Więc zobaczymy jak będzie z trwałością :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Lili,a mówiłam Ci już, że to właśnie TY zaraziłaś mnie miłością do czerwieni?

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieeee, pierwsze słyszę :D To mam już drugą duszę na sumieniu :D

    OdpowiedzUsuń