wtorek, 23 listopada 2010

Mask of Magnaminty - receznja.

Mask of Magnaminty to najlepsza maseczka oczyszczająca jaka miałam okazję testować. Po prostu ideał, jeśli miałabym być oszczędna w słowach.
Pierwsze opakowanie MoM kupiłam sobie, kiedy jeszcze nie było takiej LUSHOmanii wśród forumek i bloggerek ;) Na spróbowanie wzięłam małe opakowanie, myślałam, że zużuję je raz dwa i będę mogła nabyć większe gdyby MoM mi się spodobała. Mimo regularnego używania małe (bodajże 125g) opakowanie starczyło mi na blisko pół roku. Maska jest bardzo wydajna, niewielka jej ilość wystarcza na pokrycie całej twarzy.

Co znajdziemy w składzie? Nooo więęęęc MoM zawiera m.in. bentoit (i tu trochę wtf?!, bo znalazłam w internecie informacje, że tenże bentoit jest składnikiem kociego żwirku :D), kaolin, miód, fasole Aduki, miętę pieprzową, chlorofil, olej z aksamitki i nasiona wiesiołka. Maska ma za zadanie oczyścić naszą skórę i pory, usunąć martwy naskórek. Poza tym MoM ma zostawić naszą skórę rozjaśnioną i odświeżoną.

Teoria teorią a jak jest w praktyce? Już napisałam, że ta maska to mój ideał. Doskonale oczyszcza, odświeża i relaksuje. Ma zapach amerykańskiej gumy Wrigley Dublemint :D Fajnie się nakłada (ma postać gęstej ale mokrej pasty, nie jest zbyt zbita ani zbyt wodnista), dobrze się zmywa (nie upaćkamy sobie całej umywalki zmywając maseczkę), nie zastyga na beton (co dla mnie jest OGROMNYM plusem) a więc nie kruszy się i nie odpada z twarzy jak stary tynk. Po nałożeniu jej możemy czuć lekkie szczypanie, ale to szybko mija. Po zmyciu natomiast może wystąpić lekkie ściągnięcie skóry, ale nie aż tak wielkie, by krem na noc go nie zlikwidował. Do mycia twarzy MoM jeszcze nie używałam, do tego celu jednak mam żele ;)

Teraz mam duże opakowanie, jestem bardzo ciekawa jak długo będzie mi służyć. Jedyną wadą nie tylko tej maski jest to, że trzeba kupować ja via net. Przydałyby się nam salony LUSHa w Polsce *marzyciel*




20 komentarzy:

  1. to jak jest z tą datą przydatności wśród maseczek w końcu???

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta nie jest 'świeża', mnie laska w LUSHu mówiła, że te można spokojnie używać dłużej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja miała ważność chyba kilka miesięcy :) Super jest, uwielbiam ją :)

    OdpowiedzUsuń
  4. bentonit to nazwa grupy minerałów ilastych. Oczywiście dobrze znalazłaś - jest składnikiem kociego żwirku :) I np. smekty na wiadomą przypadłość. Ma też olbrzymią ilość zastosowań w przemyśłe - od wiertnictwa po budownictwo. A działa jak gąbka; ma budowę warstwową i między te warstwy wciąga to, co się tam zmieści. W zależności od konkretnego minerału ma też różną (czasami olbrzymią) zolnośc do wymiany kationów. Podobnie minerałami ilastymi sa talk i kaolinit wchodzące w skład tej maski.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimo wszystko zdatność do użycia jest krótka. Ja nie zdołałam zużyć swojego opakowania do końca wolałam nie ryzykować po terminie. Kupowałam w czerwcu, w sierpniu termin zdatności minął. Niemożliwością jest zużycie dużego opakowania, no chyba, że sięga po nie codziennie cała rodzina ;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Też ją uwielbiam!
    Mam na razie małe opakowanie i niestety nie zdążyłam zużyć w przeciągu wymaganego terminu. Mimo to po terminie maska działa tak samo; jest tylko bardziej gęsta, trochę gorzej się nakłada i zmywa ale to pikuś ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Maskę do twarzy z kociego żwirku robiła na kanale youtube Michelle Phan ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cammie mi dziewczyna w londyńskim LUSHu powiedziała, żeby się terminem przydatności nie przejmować :) Bo ta maska ma długi termin przydatności tak naprawdę, ale że zgodnie z filozofią LUSHa kosmetyki mają być 'świeże' i z krótki terminem przydatności do 'spożycia' no to mają terminy jakie mają. Ale po przekroczeniu terminu nic nam się nie stanie :))) MoM jest bardzo podobna w działaniu do ziemi wulkanicznej, która też jest pastą o krótkim terminie przydatności a ja swojej ziemi używałam równo rok :D
    Poza tym z połową MoM zrobię chyba tak jak Estella ze swoją Fresh Lettuce - zamrożę :D

    Monia ja swojego małego opakowania też nie zdążyłam zużyć, i też używałam po terminie :D Teraz będę używać MoM jeszcze na plecy i dekolt to może pójdzie mi szybciej :D

    OdpowiedzUsuń
  9. majtkirambo serio? Nie wiem, czy nałożyłabym na buzię koci żwirek :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Z kociego żwirku jednak bym nie ryzykowała. Skały stosowane w przemyśle kosmetycznym mają zaostrzone wymagania np. w zakresie zawartości metali ciężkich czy uziarnienia a koci żwir oczywiście nie.
    Mówię o polskich normach, jeśli niepolskie to może być wolna amerykanka i czy żwir czy maska może nie być różnicy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Lili, a czy Twoja maska po terminie też jest bardziej "tępa" i gęsta?

    OdpowiedzUsuń
  12. Monia moja nie tyle po terminie co raczej z ubytkiem ;) Pod koniec opakowania już nie była taka jak nówka sztuka w konsystencji, ale zapach miała ten sam, właściwości też :D

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja przeczytałam gdzieś, że jest w Warszawie Lush. Ale pewnie to ściema. :(
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja tez uwielbiam ta maseczke, do tego stopnia ze uzywam jej co drugi dzien. Nie wiem czy tak mozna, ale co tam. Poki co nie zaszkodzilo;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Lush w Polsce to też moje marzenie,ale nie wyobrażam sobie cen w polskim sklepie :/

    OdpowiedzUsuń
  16. szkoda, że nie ma sklepu Lusha w Warszawie albo chociaż w Polsce ale zawsze zostaje lush.co.uk chociaż ceny za dostawę są porażające :(
    ale może jak się baaaaaaaaaaaardzo dużo fanów lusha w Polsce uzbiera to zrobią nam chocia jakiś mały sklepik ;) bo i na Ukrainie i w Rosji jest i w tysiącu innych miejsc tylko nie u nas oczywiście ;(

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny opis! MoM jest na mojej kcieciowej liście ;) a zapach miętki gumowej uwielbiam :) czuję, że niedługo będzie i moja ;D

    OdpowiedzUsuń
  18. świetny produkt, wiele o nim słyszałam... czas na zakupy ;)

    OdpowiedzUsuń