czwartek, 11 listopada 2010

Miasto Lwa.

Wróciłam i na gorąco piszę posta, póki wszystko jeszcze świeże :)))

Lwów jest niesamowity. I widzę różnicę pomiędzy Lwowem w 2003 roku a Lwowem w roku 2010. Lwów sprzed 7 lat był szary, brzydki, smutny, biedny. Lwów 2010 jest piękny, remontowany, żywy, przyjazny.

Co znowu mnie uderzyło to ten brak klasy średniej - na ulicach widuje się zwykłych, normalnych ludzi ale bardziej rzuca się w oczy skrajna bieda i skrajne bogactwo. Rozklekotane Łady, które jeżdżą już chyba ostatkiem sił i wypasione Lexusy, które kosztują tyle, co, no nie oszukujemy się, domek jednorodzinny :D

Co się nie zmieniło to ruch na drogach i maniery kierowców :D Samochody we Lwowie jeżdżą jak chcą. Na małych uliczkach trzeba mieć oczy dookoła głowy bo nie wiadomo, z której strony wyjedzie nam nagle samochód. Kiedy przechodzimy przez ulicę samochody które do pasów dojeżdżają to zamiast zwalniać przyspieszają by przejechać przed pieszym. Masakra, mówię Wam. Zresztą byliśmy świadkami sytuacji, w której samochód potrącił panią. Pani wstała, otrzepała się. Kierowca wyszedł z samochodu, spytał czy wszystko okej i po tym, jak pani potwierdziła, że ok to on wsiadł w samochód i pojechał. No jaja jak berety :D

Jeśli o ceny chodzi - jedzenie jest tanie. Stołowaliśmy się w restauracjach, które w ukraińskich warunkach są ekskluzywne, a nas obiad w nich kosztował w granicach 50 złotych na dwie osoby (sic!). Buty i ubrania są drogie. I brzydkie, no nie oszukujmy się. Ja w sklepach (nawet tych droższych) widziałam ubrania dla (stereo)typowych Ukrainek (you know what I mean - błyszczące buty na mega szpilach /co dla mnie jest nie do pojęcia - bruk we Lwowie jest masakryczny, jak one po tym chodzą?/, kuse sweterki i inne takie dziwactwa :D), chociaż na targach w stylu krakowskiego Tomeksu widziałam całkiem fajne sukienki od chińczyków, ale u nas kosztują one sporo mniej :).

Byłam zdziwiona tym, jak bardzo Lwów się zmienił. Lwowiacy zyskali na tym, że będą jednym z miast-gospodarzy Euro 2012. W ostatnich wyborach prezydenckich, w których wygrał Wiktor Janukowycz, w okręgu lwowskim głosowało na niego jakieś 6% wyborców, co pana prezydenta zdenerwowało, i przykręcił on kurek z pieniędzmi na inwestycje. Więc euro spadło Lwowiakom jak z manna z nieba. W mieście dużo się dzieje, wszędzie są jakieś remonty i naprawdę miło patrzy się na to, jak to miasto się zmieniło :)

Drogerie :D Na Lwowskiej starówce jest kilka drogerii Kosmo (chyba taka lokalna sieć) i jeszcze kilka innych, też sieciowych ale nazw nie pamiętam :) W Kosmo byłam zaraz pierwszego dnia by zrobić mały rekonesans ;) Były tam szafy Maybelline, Rimmel, Astor i uwaga, uwaga - Essence :D Rzuciłam się oczywiście na te ostatnią, ale niestety nic ciekawego nie wypatrzyłam. Z limitki ciągle trwało tam Eclipse :D Żałuję bardzo, że nie kupiłam dwóch lakierów Coloramy, ale wizyty w drogeriach jakoś mi z głowy wypadły ;)
Jeśli chodzi o lokalne lub mniej lokalne ukraińskie marki - było ich sporo. Ceny wahały się w granicach 10 hrywien, co na nasze daje 2,8 za lakier. Chociaż i tak większość kosztowała 5-7 hrywien ;) Wróciłam z Lwowa bez lakieru, ale jakoś mi nie wstyd z tego powodu ;)
Aha, we Lwowie jest tez kilka drogerii z selektywnymi markami. Ceny podobne jak u nas a na przykład o kolekcji jesiennej Chanel nikt tam jeszcze nie słyszał, na standzie w drogerii w Pasażu Opera dumnie prężył się ciągle Nouvelle Vague :)

Pamiątek nie przywiozłam za wiele, chociaż kasa nam się rozpłynęła. Trochę wódki, dużo słodyczy, trochę cepelii (i tu dziękuję Cammie za porady i namiary :*). Ale na pewno przywiozłam dużo wspomnień.

P.S. Nie zdziwcie się, gdy wracając z Ukrainy będziecie stać po ukraińskiej stronie godzinami tylko dlatego, że nie wsadziliście do paszportu łapówki a po polskiej stronie celnicy przetrzepią wasze bagaże. Życie.

Trochę zdjęć (by powiększyć zdjęcie wystarczy na nie kliknąć ;)):

bo nie byłabym sobą bez chociaż jednego kota :D rudzik ze środka był bardzo towarzyski, wymiziałam go za uszami a on mi się łasił koło nóg; słodziak straszny :D




te zdjęcia były robione z restauracji na 5 piętrze we Lwowskiej galerii handlowej ;) mimo tego, że trzęsłam się jak galareta (w końcu to 5 piętro, duh) to zdołałam zrobić zdjęcia panoramy Lwowa :)

no a tu suweniry; koleżanka z prawego górnego rogu nie dała się przegnać, bardzo jej cukierki Roshen zasmakowały :D wszystko leży na obrusie, który jest obłędny :)))

12 komentarze:

cammie pisze...

Lily, widzę, że wyprawa się udała :))) Cudownie! Chociaż przekonana byłam, że ty dopiero w tym tygodniu jedziesz! Nie odezwałaś się :łobuz: ;)

I perły są :DDD

Piękne zdjęcia.

maus pisze...

Cudne zdjecia... widac, ze wyprawa udana... i kolezanka na ostatnim zdjeciu boska ;) ... cukierki idealne jako zabawka dla kota :)

Lily pisze...

Cammie nie odezwałam się, bo w poniedziałek przez P. przejeżdżaliśmy nad ranem, jeszcze ciemno było, no a dzisiaj w nocy też o jakiejś strasznej godzinie byliśmy.

Desti dzięki :) Pozostała trójka miała cukierki w nosie a ta mała taka uparta :D

ania pisze...

właśnie tak jak opisujesz pamiętam Lwów ;) byłam kilka lat temu, więc pewnie był brzydszy niż dziś, ale i tak swój urok miał :)
z tym ruchem drogowym to u nich masakra i widzę że nadal tak samo...

cammie pisze...

Lily, czy ja dobrze rozumiem? Ty masz CZTERY koty???

fraise pisze...

Miło, że nasi sąsiedzi odzyskują dawny urok i stają na nogi. Ja pamiętam Lwów jako troche zapomniany, ale bardzo ładny.
Fajne pamiątki, ale liczyłam, że przywieziesz z wakacji jakiś nowy lakier do testowania ;)

Lily pisze...

Cammie tak :D cztery sztuki bardzo upartych indywidualności, przy czym ta ze zdjęcia jest w połowie psem, bo zachowuje się jak szczeniak, przysięgam :D
Poza tym jak to napisał Hemingway - jeden kot prowadzi do następnego. święta prawda :)

Fraise też liczyłam na lakierową wyprawę, ale jakoś tak wyszło...

cammie pisze...

Żebyś wiedziała :) Ja swojego mam zaledwie od dwóch miesięcy, a już rozmyślam nad kolejnym :)))

saya pisze...

W '08 Lwów wyglądał szaro, buro, nijako, a trzy dolary dane dla pewnej pani sprawiły, że dziękowała mi, opowiadając, że wreszcie będzie mogła coś zjeść, dziękowała mi prawie na kolanach i przez kilka minut... Najbardziej (nie)podobała mi się rozbieżność, jaką tam spotkałam - stare, prawie rozwalające się autobusy z dziesiątkami osób i najnowszy model jakiegoś tam samochodu (bo co jak co, ale na samochodach to ja się kompletnie nie znam ;))
Ale jak widać, trzeba będzie się znowu wybrać do tego pięknego miasta, bo gdyby nie fakt, że jest(było) tak bardzo zaniedbane, daję sobie głowę uciąć, że byłoby w najpiękniejszych.

PS ta wódka z papryką jest ostra jak........
Pozdrawiam!:)

Lily pisze...

saya no nam też ludzie tam dziękowali za najmniejsze datki. A ile ja się upłakałam, zresztą ciągle mi łzy do oczu napływają jak sobie o tym przypomnę. Poziom empatii we Lwowie wzrasta o 100%, serio.

MizzVintage pisze...

Piękne zdjęcia, ciekawy opis, karmelkowy kot (rudzik) spodobał mi się najbardziej;)

Iwetto pisze...

Czarny kot wypisz wymaluj jak mój kocur :D Te koty tam jakieś takie super puchate :)
Dzieki za wycieczkę i super zdjęcia ;)
Buziaki :*

Prześlij komentarz