czwartek, 30 września 2010

click&colour - lakier w pisaku, recenzja.

Do takich nowinek zawsze podchodzę entuzjastycznie. Uwielbiam lakierowe nowości, uwielbiam je testować, próbować itp ;) Do tych lakierów w pisaku także podeszłam z wielkim entuzjazmem - dostałam je w prezencie, trzy sztuki. Do tej pory wypróbowałam tylko jeden kolor, Chilli Red (swatch będzie na końcu posta ;)). Najpierw krótko o samej formie - pisaku.




Wydawało mi się, że lakier w pisaku to będzie fajne rozwiązanie - klikasz, malujesz i masz gotowy manicure. Idealny do zabrania w podróż - opakowanie jest plastikowe, nie ma obaw że coś nam się wyleje czy stłucze. Niestety rzeczywistość nie jest taka różowa ;)

Po pierwsze pędzelek - jest króciutki. Jak dla mnie za krótki. Zdarza mi się uderzać tym plastikowym dzióbkiem, z którego wychodzi włosie, o płytkę paznokcia podczas malowania. Włoski są też zbyt miękkie (chociaż to można uznac za plus - fajnie sie tym mini-pedzelkiem manewruje przy skórkach ;)). No i ten pędzelek nie jest wyprofilowany. Ot, miękkie włoski przycięte byle jak, każdy idzie w inną stronę. Jestem na nie.



Po drugie forma aplikacji lakieru na pędzelek. Nie jest fajnie. Jeden klik na paznokieć bo inaczej nie ma szans, by równo pomalować płytkę. Ale ten jeden klik to trochę za dużo na średniej wielkości paznokcie (jak moje). Poza tym gdy się klika trzeba byc ostrożnym - kiedy lakier wypływa z dzióbka na pędzelek lubi sobie prysnąć, na sweterek na przykład, albo na spodnie, biurko etc.


 dwa powyższe zdjęcia to porównanie pędzelków click&colour i Multi Dimension

Po trzecie relacja pojemność - cena. Lakier jest dość drogi (nie wiem dokładnie ile kosztuje, ale w okolicach chyba 10 złotych). A pojemności ma 4ml. Tak, 4ml. To malutko, zwłaszcza, że dużo kosmetyku się marnuje (ale o tym później). Więc lakier jest stosunkowo drogi i na pewno nie wart tej ceny.

Po czwarte marnotrawstwo. Tak, dużo lakieru się marnuje. Jak? Kiedy kończymy malowanie zakręcamy pisaka zakrętką. Pędzelek wysycha a na pędzelku wysycha lakier. To jest DUŻY problem. Dlaczego? Bo kiedy chcemy powtórnie pomalować paznokcie to musimy najpierw naklikać się, by nawilżyć pędzelek i rozpuścić zaschnięty lakier (co i tak nie jest do końca możliwe). Marnujemy więc lakier, i po takim malowaniu niewiele nam z tych 4ml zostaje.

Po piąte konsystencja. Lakier jest stosunkowo rzadki i szybkoschnący. Tak szybko, że ja nie skończyłam malować paznokcia a lakier na nim był już suchy. Dzięki temu powstają nieestetyczne smugi i zbrylenia.

Podsumowując: gadżet. dostaje ode mnie 2/5pkt. Jeden punkt za kolor, jeden za gadżeciarstwo. Miałam wielką ochotę spróbować lakierów Nicole by OPI i Sally Hansen w pisaku, jednak sobie odpuszczę.

Efekt końcowy:



A Wy macie doświadczenia z taką formą aplikacji lakieru? Lubicie czy nie bardzo? A może spróbujecie? :)

5 komentarze:

Rose Sélavy pisze...

Ja wole chyba normalne, lubie sobie patrzec na lakier w buteleczkach. ;)

Rose Sélavy pisze...

lakiery* :P

Kamila pisze...

Uwagę zwróciłam, ale jakoś żaden kolor mnie nie zaciekwił, odtsraszyła relacja ceny do pojemności no i od razu pojawiła mi się wizja sklejonego pędzelka. Odłożyłam jeszcze szybciej niż wzięłam ;)

Lili pisze...

Ja uważam, że nie warto sobie nimi głowy zawracać, zwłaszcza że za ich cenę można mieć całkiem porządnego Multi Dimension. Ja dwóch swoich jeszcze nawet nie rozdziewiczyłam :D

anka pisze...

dzisiaj miałam okazje go kupić jednak intuicja mnie od tego odsuneła. Poza tym u siebie w drogerii znalazłam tylko jeden kolor ale za to po przecenie ;D pozdrawiam

Prześlij komentarz