poniedziałek, 20 września 2010

Ulubione lakiery.

Jestem osobą, która jest bardzo, bardzo, bardzo wierna marce :D Jak mnie coś urzeknie to będę to kupować do końca ;) W kwestii lakierowej jestem wierna kilku markom - moja pierwsza trójka to OPI, Essie i China Glaze, zaraz za nimi plasuje się Essence. Dlaczego te cztery firmy to moi faworyci?

OPI to były pierwsze profesjonalne lakiery, których próbowałam. Mój pierwszy raz był z kolorem I'm Not Really a Waitress (swatche na dniach). Lata temu, w odległej Ameryce poszłam sobie (a raczej zostałam siłą wzięta) na manicure. Mały salon, duży wybór OPI. Chciałam coś czerwonego, manicurzystka poleciłam mi właśnie Kelnerkę. I ja po kilku dniach wróciłam po buteleczkę do własnego użytku, bo się po prostu w Kelnereczce zakochałam (nie dziwi mnie fenomen tego lakieru, not at all). I to jest chyba jedyny lakier, który (póki co) zużyłam do końca. Potem moja miłość rosła, przytulałam coraz to nowe buteleczki. Teraz mam nieco ponad 70 OPIków, niektóre z nich to miłości nieco już przebrzmiałe, ale ciągle żal się rozstawać - nie nagli mnie ich data spożycia, bo OPI się nie starzeją - mój najstarszy w tej chwili, 10letni Mat-adore Red (swatche jutro :D) ma takie właściwości jak w dniu zakupu - nie zgluciał, nie śmierdzi; może jedynie trochę wolniej schnie, ale ten problem rozwiązuje Seche Vite.
Co mnie jeszcze do OPI przyciąga? Kolory, to wiadomo. OPI ma u siebie i brzydotki, których w życiu bym nie nosiła ale też i pięknoty, do których ślinić się będę z przyjemnością. Moi faworyci? Hmm, pomyślmy... Na pewno muszmieć Jacuś, na pewno Duże Czerwone Jabłuszko, na pewno Kelnerka,na pewno Buraczek z Miami, na pewno boso w Barcelonie, na pewno francuskie łaskotki... Mogłabym wymieniać i wymieniać :D
O właśnie, nazwy. Kocham OPIkowe nazwy - a dla mnie imię lakieru to ważna rzecz. Nie cierpię numerków, według mnie pozbawiają one lakiery duszy; jak lakier ma imię to jakoś lepiej mi się nosi :) Moi faworyci: I'm Not Really a Waitress, Tickle My France-y, Ski Teal We Drop, ChicaGo Get a Manicure!, Kreme de la Kremlin... I znowu mogłabym wymieniać i wymieniać... :D
Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to szeroki pędzelek. Jest dla mnie ciut zbyt szeroki, wolę te cienkie i precyzyjne... No i jeszcze cena, która w polskich punktach dostępu do OPI (w skrócie PPDDO) jest nieco zbyt wysoka jak na mój gust...

Kolejna moją marką jest Essie. Z Essiakami to jest chyba tak, że albo się je kocha albo nienawidzi. Ja kocham, chociaż znam od, stosunkowo, niedawna.
Zimą 2009/2010 wymarzyłam sobie szary lakier. Ale wtedy szarych lakierów było jak na lekarstwo, więc po obejrzeniu internetowych swatchy zamówiłam Chinchilly. I to był strzał w dziesiątkę. Do tej pory Szynszylka to moja szarość numer jeden. Zakup ten był tez pierwszym krokiem w stronę wielkiej miłości. Miłości mojej do Essie. Bo ja kocham w Essie wszystko - począwszy na konsystencji, przez pędzelek na kolorach i nazwach skończywszy. Mój zbiór Essie ciągle rośnie, nie jest tak imponujący jak OPI ale pracuje nad tym :D Jestem ogromną fanką czerwieni i kremów, a czerwienie i kremy ma Essie fenomenalne. Moja idealna czerwień to właśnie Essie, Forever Young. Mówię Wam, coś pięknego - tak ślicznej czerwieni w swoim życiu nie widziałam, a widziałam wiele ;)
Świetne są kolekcje limitowane/sezonowe Essie. Jak chociażby tegoroczny letni resort, czy miniona zima (Chinchilly, Mink Muffs, Angora Cardi...). Imiona też te lakiery mają przednie - Wife Goes On, E-nuff is E-nuff, Swept Off My Feet... Może nie są te nazwy tak wyszukane jak u OPI, ale jednak zwracają uwagę.
Lakiery Essie mają cienkie, bardzo precyzyjne pędzelki, konsystencja niektórych jest rzadsza niż to się lakierowo przyjęło - ale mnie to akurat odpowiada. I wiecie, co jest tez fantastyczne u Essie? Ich lustrzany, szklisty połysk. Dwa na trzy lakiery mają właśnie takie wykończenie, zwłaszcza te w mocniejszych barwach.
Ja kochać Essie ale znowu - nie kochać cen w Polsce :/

China Glaze. Bo Chinę się kocha za takie cudowności jak High Maintenance, Channelesque, For Audrey czy Ruby Pumps. Sztandarowe kolory firmy, które nigdy się nie znudzą :D
Znacie Ruby Pumps? Nie? Shame on you :P Bo ten lakier trzeba znać! Jest tak piękny, że normalnie brak słów. Znacie Audrey? Nie? Wstydźcie się :D Znacie Channelesque? Nie? To macie szczęście, bo jego produkcja będzie wznowiona na wiosnę :D Naprawdę warto ChG spróbować, zwłaszcza, że u nas w Polszy jej ceny są całkiem znośne, podobnie jak wybór kolorów. A jakościowo są świetne :)

Na koniec drogeryjna marka. Essence. Za co kocham? Przede wszystkim za limitowane kolekcje. I za ceny. Bo lakier za 5,50 czy 6,99 to jak lód w wafelku czy dwie czekolady. A kolory Essence ma fajne. Jeśli chodzi o kolekcje podstawowe - colour&go i Multi Dimension - mam kilka, z każdej. Bardzo chwalę sobie MD (Spot On to idealny dupe Island Hopping Essie, Late at Night jest taki, jak OPIkowy St. Petersburgundy), a coloru&go maja malutkie buteleczki pełne ślicznych kolorów.
Limitowanki to osobna sprawa. Cudowne kolory - jak chociażby ostatnie lakiery Into the Wild - Zulu *.*, Desert Fox *.* czy Heart Chakra *.*; Eclipse też były fajne, zwłaszcza mój faworyt Thirsty! czy duplikat HEA Orly - Don't Bite Me - Kiss Me. I wiecie co też jest fajne? Częstotliwość wypuszczania LE. Ja wiem, że nie każda dociera do Polski, ale z pomocą przyjaciółek ;) można zdobyć to, czego się aktualnie chce.
Jest jeszcze siostrzana marka Essence czyli Catrice, której lakiery też wielbię. Wielbię za From Dusk To Dawn, Sold Out For Ever, I Sea You, London's Weather Forecast... Cuda, cudeńka.

I jeszcze słowem zakończenia - jestem bardzo zadowolona z moich lakierów firm, które tu opisałam.  Wiadomo, że są kolory bardziej i mniej udane, lepsze i gorsze formuły. Jednak ja nie narzekam - z warstwą Seche Vite wszystko trzyma się mnie jak przyklejone, a Szynszyle kiedyś nosiłam przez tydzień - i zmyłam, bo zwyczajnie zrobił mi się paskudny odrost :D
Jestem wielbicielką kremów, shimmery toleruje jeśli są ładne. A glittery lubię od czasu do czasu ;)


No to się rozpisałam :D Uffff :D

11 komentarze:

zetuzetia pisze...

Dobry post, dobry :D

fakt, ze kelnerkę widziałam tylko na zdjęciach, ale nie rozumiem jej fenomenu :D

cammie pisze...

Lili, 70 opików? Robi wrażenie :)))

Lili pisze...

Tak jakoś wyszło :D Ja się bardzo nie lubię powstrzymywać przed kupowaniem, czegokolwiek ;)

MizzVintage pisze...

Posta przeczytałam normalnie z zapartym tchem:))) OPI uwielbiam, tak jak wspomniałaś, nazwy sprawiają, że lakiery zaczynają żyć własnym życiem, tworzą się legendy:) Mnie najbardziej rozbrajają o dziwo nazwy lakierów do frencha: "I pink I love you" albo "Pinking of You"! Trzeba sporo kreatywności, by stworzyć coś takiego! Do tego nazwa najczęściej świetnie charakteryzuje kolor. Widząc "An Affair in Red Square" po prostu nie sposób nie wyobrazić sobie Placu Czerwonego w Moskwie! Do Essie mam neutralny stosunek, moim pierwszym essiakiem był również Chinchilly lubię ten kolor, ale od tej pory w ich asortymencie nie mogę znaleźć już nic, co by mnie powaliło od pierwszego wejrzenia. China Glaze nie miałam jeszcze przyjemności wypróbować, a mam na nie wielką chrapkę;)

Lili pisze...

No trzeba mieć łeb na karku, by kilka razy do roku wymyślać i kolory, i nazwy :D Ja jeszcze uwielbiam Vodka&Caviar, może nie jest to jakiś szczyt pomysłowości, ale ten lakier baaardzo kojarzy mi się z latami 80 w Moskwie, gdzie odpowiednio umalowana kobita, z odpowiednim tapirem na głowie pije Stoliczną i zagryza to wszystko kawiorem - i na paznokciach ma właśnie taką czerwień, która w ogóle nie pasuje do jej stylu bycia :D

Jeśli jeszcze nie próbowałaś ChG to na wiosnę proszę sobie kupić Below Deck z kolekcji Anchors Away ;) Lubisz taupe'iki, a BD to wznowienie kultowego Channelesque'a, zakochasz się :D

migdall pisze...

Ja tam lubię długie posty, jak są tak ładnie napisane :) Kto by nie chciał zamieszkać w helmerach lili, albo chociaż na dywaniku obok :P

P4ulin3ck4 pisze...

Lily,rewelacyjny post! Podpisuję się pod wszystkim co napisałaś,normalnie napisałaś to co ja myślę :)
Buźka!

Kamila pisze...

Ej wcieło mi komentarz ... hmmm


Przewaznie nie czytam długich postów :p ale ten nie dość że przeczytałam, to jeszcze z czystą przyjemnością :)


Wybierz 3 ulubione lakiery i koniecznie zgłoś je do mojego plebiscytu :p

Lili pisze...

Kamila ciężko mi będzie wybrać tylko trzy, ale się postaram :D

Moniak pisze...

Lili, powiem tylko że uwielbiam Cię czytać :D

Kamila pisze...

Spoko spoko :D II edycja też będzie - Orlica wyraziła chęć ogdapienia pomysłu, więc zaden hiciorek się nie zmarnuje ;)

Prześlij komentarz