Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała: masła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała: masła. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 października 2010

The Body Shop - masła do ciała, Boże Narodzenie 2009

Kocham TBS. Za masła do ciała i za zapachy. A już uwielbiam bożonarodzeniowe edycje kosmetyków pielęgnacyjnych. Praktycznie każdego roku są dwa pewniki: wanilia i żurawina. Trzeci zapach to niewiadoma, rok temu była to akurat morela.


Nie będę się dzisiaj rozpisywać o masłach, o tym będzie porządny osobny post (bo ja te kosmetyki uwielbiam :D). Dzisiaj skupimy się na zeszłorocznych masłach świątecznych: wanilia z gałką muszkatołową (Nutmeg&Vanilla Body Butter), żurawina (Merry Cranberry Body Butter) i morela (Black Velvet Apricot Body Butter). Wszystkie trzy przeznaczone są do skóry normalnej, więc nie ma co oczekiwać cudów względem nawilżenia. Masła są treściwe i tłuste, ale nie nawilżają w sposób spektakularny, skóra sucha będzie wołać o jeszcze.

Zacznę od mojego ulubieńca - wanilii :) Najładniejszy zapach z serii, najfajniejsza konsystencja, najlepsze właściwości pielęgnacyjne (chociaż, jak  już pisałam - nie jest to pielęgnacyjny top ten ;)). Masło jest zbite, śliskie, fajnie się wchłania, nie zostawia na skórze lepkiego filmu. Skóra po jego użyciu jest miękka, wygładzona, bardzo aksamitna.
A zapach - zapach jest cudowny. Wanilia zmiękczona gałką muszkatołową. Miks absolutnie fantastyczny, ciepły, otulający. Zimowy. Idealny na już mroźne jesienne poranki albo na wieczory spędzone pod ciepłym, polarowym kocem. W sumie sam ten zapach jest jak kocyk, ociepla, otula, przenosi nas w trochę inny świat, pełen wanilii, sernika i szarlotki.



Przyszedł czas na morelę. Moreli zużyłam już małe pudełeczko, duże trzymam w zapasie, by czasem otworzyć, wąchnąć, pouśmiechać się jak głupi do sera, zakręcić, włożyć do szuflady i na chwilę zapomnieć.
Masło to jest bardziej balsamowate, to coś pomiędzy treściwym masłem a treściwym balsamem. Właściwości pielęgnacyjne przyzwoite, ale ja nie mam wymagającej skóry, wystarczy mi byle mazidło ;)
A zapach? Zapach jest ciężki. Dziwny. I chyba wymagający. To morela, ale ciężka, mroczna. Z odrobiną cynamonu. Black velvet to dobra nazwa dla tego kosmetyku, bo to jest właśnie taka przyciężka, dojrzała morela, na granicy zepsucia już. Dlatego to nie jest zapach na co dzień. Dla mnie jest idealna baza pod mrocznego Addicta. Więc od czasu do czasu tak, na co dzień nie. Zastanawiało mnie to, dlaczego akurat na święta BN TBS wypuścił taki zapach - bo ani to świąteczne, ani radosne... Chyba że to jakaś forma antyświętowania? No nie wiem :D



I na koniec żurawina, czyli najmniej lubiane przeze mnie masełko. Dlatego też posiadam tylko wersję mini ;) Jedno pudełeczko już za mną, właściwości pielęgnacyjne takie jak u rodzeństwa z serii - dla mało wymagających skór ok.
A zapach? Słodko-kwaśna żurawina do obiadu :D Najbardziej spożywcze masło z tych trzech. Na początku bardzo fajnie mi się nosiło żurawinę na ciele. Ale im dłużej obcowałam z Merry Cranberry tym bardziej byłam zmęczona i lekko już otumaniona zapachem. Kwaśność tego zapachu zaczęła mnie przytłaczać, po pewnym czasie uznałam, że ja po prostu śmierdzę a nie pachnę. Były wieczory, gdy pachniałam znowu zbyt słodko jak na mój gust i musiałam po prostu wstać, wziąć prysznic by zmyć z siebie landrynkową żurawinę. Więc w sumie jestem i na tak (przy minimalnym używaniu można MC polubić) i na nie (przy długim używaniu można MC znienawidzić).



Podsumowując: fajne masła do ciała o przyzwoitych właściwościach pielęgnacyjnych i niezłych zapachach. Czy kupiłabym ponownie? Tak, gdyby nie to, że to seria limitowana. Na minus na pewno jest cena (200ml/65zł, 50ml/20zł).