Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 listopada 2010

Noweeeee.... :D

Wymiankowe nowości czyli garść Wet'n'Wild, Essie, H&M, Kanebo, Basic i Famous. Od Kasi i Ani. Dziękuje Dziewczyny :*



Jeśli macie jakieś pytania do mnie to śmialo uzywajcie formspringa :D http://www.formspring.me/SunnyMondayy

wtorek, 2 listopada 2010

Essie :D


Na prośbę jednej z czytelniczek moje Essiaki, wszystkie w jednym miejscu ;))) A zaczynałam od skromnej jednej sztuki w postaci Chinchilly :D

P.S. Uwierzycie, że od piątkowego wieczoru mam ten sam lakier na paznokciach? Chora jestem, czy co? :D

My Essie stash :) Hope you like it, cos I like it a lot :D









 P.S.2. Trzymajcie ze mną kciuki, by pan paczkonosz przyniósł mi jutro moje nowe Essiaki :D

środa, 27 października 2010

NOTD: Chinchilly.

Mój pierwszy lakier Essie jaki kupiłam :) I pierwszy szarak w mojej kolekcji. Gdy rok temu namiętnie poszukiwałam szarego koloru Essie był chyba wtedy jedynym prawdziwym szarakiem na rynku (a i tak ciężko było go kupić, ja sprowadzałam z jebaja). Nie wiedziałam wtedy jeszcze, czego mogę po Essie oczekiwać. Ale po pierwszym użyciu już wiedziałam, że to miłość na całe życie :) Jestem ogromną fanką Essie, i nikt mnie z tej drogi nie zawróci :D
A co do samego Chinchilly - najpiękniejsza szarość ever :) Średnia, kremowa, bez zielonych czy niebieski nut. Teraz, kiedy mam więcej niż jeden szary lakier to widzę, że w Szynszyli jest dużo beżu. Jednak gdy Szynszylka jest samotna na moich dłoniach to jest właśnie taką szynszylą szarością. A jaką kiedyś wzbudzał uwagę ten lakier swym nietypowym kolorem, ech... Piękne to czasy były :D

The prettiest grey shade ever. And my first, I must add. When I didn't have so many greys I thought, that Chinchilly is a pure, grey shade. Now I can see, that this Essie has a lot of beige in itself, but this still is a grey. Love it till death ;) The best grey ever. Simialr to High Society CC, but Essie has a better polish stuff than CC (best application, best brush, best consistency etc ;)).



piątek, 15 października 2010

Garnet.

Dziwny kolor. Czerwień z różowymi tonami, które nie są widoczne cały czas - one wychodzą w konkretnych momentach. Garnet jest fantastyczną czerwienią, bardzo niedosłowną.

This color is weird. It's red but with pink tones, which are not visible all the time. Garnet is beautiful, me like it ;))



środa, 13 października 2010

Soiree Mauve.

Jestem ogromną wielbicielką wszelkich kolorów typu mauve. Mam ich całkiem niezłą kolekcje, bo uważam, że są eleganckie ale w taki dyskretny sposób.
Kiedy zobaczyłam Soiree Mauve na półeczce z lakierami Essie w pewnym małym krakowskim sklepiku, od razu poczułam chęć (albo to i przymus był?) posiadania go. Kupiłam go wtedy i do dzisiaj jest to jeden z moich ulubionych mauviaków :D Bo Soiree Mauve jest po prostu piękny. Przydymiony, przykurzony róż. Aplikacja rewelacyjna, lakier jest rzadki, pędzelek wąski i precyzyjny.

I love this kind of colors. Mauves are chic and delicate and so so pretty. This one is one of my favorites mavues. It's an Essie, so an application is more than OK.



sobota, 9 października 2010

Chubby Cheeks.

Niby to koral. Jak dla mnie to przydymiony pomarańcz z czerwonymi nutami. Taki niedojrzały jeszcze pomidor. Nie jest źle, nie dostałam drgawek na jego widok na moich paznokciach. Całe lato przeleżał w szufladzie a byłby idealny na słoneczne dni. Cóż, może za rok :D

Dusty orange with red undertones. I hate oranges but this one is not too bad, I kinda like it :) It's perfect for summer, so maybe next year I'll wear this more often ;)



Mesmerize vs My Boyfriend's Jeans

Na prośbę Uliny - porównanie My Boyfriend's Jeans i Mesmerize. MBJ to ciemniejszy niebieskie, nie granatowy ale tez nie tak jasny jak Mesmerize. Obydwa są dość niespotykane i śliczne :)

My friend ask, if I could do a comparison between this two shades. Ofc, I'd do this ;) MBJ is a little darker than Mesmerize. Both are unique and pretty :)


l-r (both pictures): Mesmerized, My Boyfriend's Jeans, Mesmerized, My Boyfriend's Jeans

Mesmerized.

Dostałam ten lakier od taty. Na dzień dziecka. Byłam milo zaskoczona :D Tym bardziej, że dostałam tego lakieru dwie butelki - biedny tato sobie pomyślał, że 15ml lakieru to mało i zużyje go raz dwa. Więc zanabył droga kupna dwie butelczyny :D Bo w końcu 30ml lakieru to nie 15ml :D

Jeszcze niedawno powiedziałabym, że niebieskim lakierom dziękujemy. Teraz w takich kolorach jestem zakochana. A Mesmerize był chyba jednym z pierwszych moich niebieskich. I od razu big love :) Bo czy można go nie kochać? Kolor jest żywy, wibrujący, radosny... No piękny :)

I got this one from my father - a little gift for a Children's Day :D 
With Mesmerize it was love at first sight :) It's beautiful shade of blue, bright and vivid. Mesmerized, indeed ;)))



środa, 6 października 2010

Angora Cardi.

Szybki post. Zachwycający kolor, bezbłędna aplikacja. Ja kochać Essie. Amen.

This will be very qucik post: stunning color, flawless apllication. I love Essie till death. Period :D



sobota, 25 września 2010

Lollipop

 Mój wczorajszy NOTD - żywa, soczysta, wibrująca czerwień. Bardzo cukierkowa, paznokcie faktycznie wyglądają jak małe lizaczki ;) Wykończenie typu jelly. Błysk szklisty.

Yesterday's NOTD. Bright, vivid and candy-like red. One of my favorites - my nails looks like little lollipops :D This one also has jelly-like finish. It's not typical jelly, but we can called it that :)



poniedziałek, 20 września 2010

Ulubione lakiery.

Jestem osobą, która jest bardzo, bardzo, bardzo wierna marce :D Jak mnie coś urzeknie to będę to kupować do końca ;) W kwestii lakierowej jestem wierna kilku markom - moja pierwsza trójka to OPI, Essie i China Glaze, zaraz za nimi plasuje się Essence. Dlaczego te cztery firmy to moi faworyci?

OPI to były pierwsze profesjonalne lakiery, których próbowałam. Mój pierwszy raz był z kolorem I'm Not Really a Waitress (swatche na dniach). Lata temu, w odległej Ameryce poszłam sobie (a raczej zostałam siłą wzięta) na manicure. Mały salon, duży wybór OPI. Chciałam coś czerwonego, manicurzystka poleciłam mi właśnie Kelnerkę. I ja po kilku dniach wróciłam po buteleczkę do własnego użytku, bo się po prostu w Kelnereczce zakochałam (nie dziwi mnie fenomen tego lakieru, not at all). I to jest chyba jedyny lakier, który (póki co) zużyłam do końca. Potem moja miłość rosła, przytulałam coraz to nowe buteleczki. Teraz mam nieco ponad 70 OPIków, niektóre z nich to miłości nieco już przebrzmiałe, ale ciągle żal się rozstawać - nie nagli mnie ich data spożycia, bo OPI się nie starzeją - mój najstarszy w tej chwili, 10letni Mat-adore Red (swatche jutro :D) ma takie właściwości jak w dniu zakupu - nie zgluciał, nie śmierdzi; może jedynie trochę wolniej schnie, ale ten problem rozwiązuje Seche Vite.
Co mnie jeszcze do OPI przyciąga? Kolory, to wiadomo. OPI ma u siebie i brzydotki, których w życiu bym nie nosiła ale też i pięknoty, do których ślinić się będę z przyjemnością. Moi faworyci? Hmm, pomyślmy... Na pewno muszmieć Jacuś, na pewno Duże Czerwone Jabłuszko, na pewno Kelnerka,na pewno Buraczek z Miami, na pewno boso w Barcelonie, na pewno francuskie łaskotki... Mogłabym wymieniać i wymieniać :D
O właśnie, nazwy. Kocham OPIkowe nazwy - a dla mnie imię lakieru to ważna rzecz. Nie cierpię numerków, według mnie pozbawiają one lakiery duszy; jak lakier ma imię to jakoś lepiej mi się nosi :) Moi faworyci: I'm Not Really a Waitress, Tickle My France-y, Ski Teal We Drop, ChicaGo Get a Manicure!, Kreme de la Kremlin... I znowu mogłabym wymieniać i wymieniać... :D
Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to szeroki pędzelek. Jest dla mnie ciut zbyt szeroki, wolę te cienkie i precyzyjne... No i jeszcze cena, która w polskich punktach dostępu do OPI (w skrócie PPDDO) jest nieco zbyt wysoka jak na mój gust...

Kolejna moją marką jest Essie. Z Essiakami to jest chyba tak, że albo się je kocha albo nienawidzi. Ja kocham, chociaż znam od, stosunkowo, niedawna.
Zimą 2009/2010 wymarzyłam sobie szary lakier. Ale wtedy szarych lakierów było jak na lekarstwo, więc po obejrzeniu internetowych swatchy zamówiłam Chinchilly. I to był strzał w dziesiątkę. Do tej pory Szynszylka to moja szarość numer jeden. Zakup ten był tez pierwszym krokiem w stronę wielkiej miłości. Miłości mojej do Essie. Bo ja kocham w Essie wszystko - począwszy na konsystencji, przez pędzelek na kolorach i nazwach skończywszy. Mój zbiór Essie ciągle rośnie, nie jest tak imponujący jak OPI ale pracuje nad tym :D Jestem ogromną fanką czerwieni i kremów, a czerwienie i kremy ma Essie fenomenalne. Moja idealna czerwień to właśnie Essie, Forever Young. Mówię Wam, coś pięknego - tak ślicznej czerwieni w swoim życiu nie widziałam, a widziałam wiele ;)
Świetne są kolekcje limitowane/sezonowe Essie. Jak chociażby tegoroczny letni resort, czy miniona zima (Chinchilly, Mink Muffs, Angora Cardi...). Imiona też te lakiery mają przednie - Wife Goes On, E-nuff is E-nuff, Swept Off My Feet... Może nie są te nazwy tak wyszukane jak u OPI, ale jednak zwracają uwagę.
Lakiery Essie mają cienkie, bardzo precyzyjne pędzelki, konsystencja niektórych jest rzadsza niż to się lakierowo przyjęło - ale mnie to akurat odpowiada. I wiecie, co jest tez fantastyczne u Essie? Ich lustrzany, szklisty połysk. Dwa na trzy lakiery mają właśnie takie wykończenie, zwłaszcza te w mocniejszych barwach.
Ja kochać Essie ale znowu - nie kochać cen w Polsce :/

China Glaze. Bo Chinę się kocha za takie cudowności jak High Maintenance, Channelesque, For Audrey czy Ruby Pumps. Sztandarowe kolory firmy, które nigdy się nie znudzą :D
Znacie Ruby Pumps? Nie? Shame on you :P Bo ten lakier trzeba znać! Jest tak piękny, że normalnie brak słów. Znacie Audrey? Nie? Wstydźcie się :D Znacie Channelesque? Nie? To macie szczęście, bo jego produkcja będzie wznowiona na wiosnę :D Naprawdę warto ChG spróbować, zwłaszcza, że u nas w Polszy jej ceny są całkiem znośne, podobnie jak wybór kolorów. A jakościowo są świetne :)

Na koniec drogeryjna marka. Essence. Za co kocham? Przede wszystkim za limitowane kolekcje. I za ceny. Bo lakier za 5,50 czy 6,99 to jak lód w wafelku czy dwie czekolady. A kolory Essence ma fajne. Jeśli chodzi o kolekcje podstawowe - colour&go i Multi Dimension - mam kilka, z każdej. Bardzo chwalę sobie MD (Spot On to idealny dupe Island Hopping Essie, Late at Night jest taki, jak OPIkowy St. Petersburgundy), a coloru&go maja malutkie buteleczki pełne ślicznych kolorów.
Limitowanki to osobna sprawa. Cudowne kolory - jak chociażby ostatnie lakiery Into the Wild - Zulu *.*, Desert Fox *.* czy Heart Chakra *.*; Eclipse też były fajne, zwłaszcza mój faworyt Thirsty! czy duplikat HEA Orly - Don't Bite Me - Kiss Me. I wiecie co też jest fajne? Częstotliwość wypuszczania LE. Ja wiem, że nie każda dociera do Polski, ale z pomocą przyjaciółek ;) można zdobyć to, czego się aktualnie chce.
Jest jeszcze siostrzana marka Essence czyli Catrice, której lakiery też wielbię. Wielbię za From Dusk To Dawn, Sold Out For Ever, I Sea You, London's Weather Forecast... Cuda, cudeńka.

I jeszcze słowem zakończenia - jestem bardzo zadowolona z moich lakierów firm, które tu opisałam.  Wiadomo, że są kolory bardziej i mniej udane, lepsze i gorsze formuły. Jednak ja nie narzekam - z warstwą Seche Vite wszystko trzyma się mnie jak przyklejone, a Szynszyle kiedyś nosiłam przez tydzień - i zmyłam, bo zwyczajnie zrobił mi się paskudny odrost :D
Jestem wielbicielką kremów, shimmery toleruje jeśli są ładne. A glittery lubię od czasu do czasu ;)


No to się rozpisałam :D Uffff :D

środa, 15 września 2010

NOTD: Raspberry.

Śliczna jest ta malinka. Kolor jest głęboki i taki soczysty :D Aplikacja bezbłądna. Dwie warstwy (chociaż po jednej wyglądał na tyle znośnie, że wyszłam tak do ludzi :D) i Seche Vite.

Oh my, such a beautiful color! It's deep and juicy raspberry shade. Application was ok (I love Essie polishes). Two coats (but after one it looks good) and Seche Vite. 



poniedziałek, 13 września 2010

Santa Fe.

Santa Fe Mauve. Mauve z nazwy, jednak jak dla mnie to raczej róż, delikatnie przykurzony; w żadnym wypadku mauve.
Ładny kolor. Różowy shimmer jest uroczy i nienachalny. Jednak nie wiem, czy to mój kolor, na moich dłoniach nie ma tego efektu woooooow!.

It's a lovely shade of dirty pink with gold shimmer. But I can't say that this is mauve. Mauve, for me, looks like Island Hopping or Soiree Mauve. Santa Fe Mauve is a dusty pink, that's all.
But it's nice. It looks good, gold shimmer is charming. But I dunno if this shade is for me. It looks nice but there's no a woooow effect.




środa, 1 września 2010

NOTD: Swept Off My Feet

Mój wczorajszy NOTD. Zakochałam się w tym kolorze gdy Nola pokazała nam go tutaj. Śliczny, prawda? :) Zaczęłam poszukiwania tego essiaka, ale dopiero niedawno mój mąż kupił mi go (wie chłopina, jakie mam pragnienia :D).
Kolor tego lakieru to prześliczna przydymiona malinka. Coś pięknego. Aplikacja ok, lakier jest ciut bardziej wodnisty niż inne moje Essie ale mnie to akurat nie przeszkadza. Dwie warstwy dają efekt ze zdjęć. U mnie jeszcze warstwa Seche Vite.


English please:
My yesterday's NOTD. I fell in love in this color when Nola showed it here. Nice, right? :) So I started my searching right then and there. Lately my husband bought it for me, and now here I am, with Swept Off My Feet on my nails :D
Color is awesome. It's like a little dusty and dirty raspberry shade. Application ok, polish is a little runny but it's ok with me, I'm used to it. 
Two coats plus one coat of Seche on my pictures ;)





poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Probably the best known mint polish.

Kiedyś to w głowie mi się nie mieściło to, że można nosić na paznokciach takie kolory.  Ale jak to się mówi każda potwora znajdzie swego amatora - miętowy lakier znalazł si i w mojej kolekcji. Oglądanie swatchy w internecie nie jest bezpieczne, bo człowiekowi zachciewa się rzeczy, których wcześniej mu się nie chciało. I tak było w przypadku miłości mojej i MCA. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Była to raczej miłość dojrzewająca, stopniowa. Najpierw było zauroczenie, później zakochanie a na końcu miłość aż po grób ;)
Mint Candy Apple to kolor nietypowy. Teraz jest bum na miętowe lakiery, jednak żaden nie jest nawet w połowie tak piękny jak MCA (żaden z tych posiadanych przeze mnie, uściślijmy ;)). No może Sold Out For Ever drepcze MCA po piętach, ale Sold Out jest trochę innym rodzajem miętusa.
MCA to mocno rozbielona miętowa zieleń z nutką (dosłownie nuteczką) niebieskiego. Dobrze wygląda na dość bladych dłoniach a jeszcze piękniej na opalonych (ten kontrast *.*). Na zdjęciach mam trzy warstwy, bo po dwóch nie uzyskałam pełnego krycia (ale są dni, gdzie wystarczą tylko dwie warstwy ;)). Lakier jest rzadki, kryje jak mu się chce a jak nie to nie (ot, urok pastelowych lakierów).





English please:
Mint Candy Apple. Know it, right? This was my first mint polish and I immediately fell in love with it. It's light, minty green. Application may be tricky 'cause polish is runny and has a consistency of paint. I used three coats of MCA today, after two there wasn't full opacity (but sometimes two coats are sufficient, but not today though).
I love like it looks on my nails. They seem huge and long in a good way :D And I love the color. I didn't think that I'd wear this kind of color someday. But now I love it and wear it often ;)