Ciemna butelkowa zieleń, zupełnie różna od Trendsettera, Jade czy katrisiowego Forresta. Aplikacja dość ciężka, lakier przy jednej warstwie jest ledwo zielonkawy, przy dwóch już nabiera głębi. Konsystencja rzadka ale bezproblemowa. Pędzelek giętki, nieco za gruby jak na mój gust.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kremowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kremowe. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 21 listopada 2010
sobota, 20 listopada 2010
On Stage z $OPI.
Zastanawiam się, dlaczego lakiery $OPI nie są dostępne w każdej jednej Sephorze na świecie. Przecież to dyskryminacja. Czy naprawdę taka Sephora w Krakowie jest gorsza od Sephory w Chicago czy NYC? No dobra, może jest gorsza pod względem cen i tego nigdy nie zrozumiem, ale asortyment mogłyby te sklepy mieć taki sam, w końcu to sieciówka na litość boską! Naprawdę jestem tym oburzona. Bo dlaczego ja, mieszkanka starej dobrej Polski nie mogę wybierać spośród 50+ kolorów $OPI? No dlaczego? To jest niesprawiedliwe ;( Mama zawsze powtarzała mi, że życie nie jest sprawiedliwe, ale to już jest niesprawiedliwość dziejowa. O.
Dobrze, że są dobrzy ludzie na świecie, dzięki którym $OPI mogę sobie próbować. I tu chcę przeogromnie podziękować Zuzi, która zrobiła mi szalenie miłą niespodziankę - Zuzia, you're the best of the best :*
Dostałam od Zuzi On Stage - czyli kolor, który trudno mi opisać, bo to niby fiolet ale z dużą dozą brudu, a w takim przyćmionym świetle lamp pokojowych On Stage wygląda jak brąz. W sumie to taki fioleto-mauve. Jednym słowem piękny, drugim słowem niespotykany a trzecim słowem trudno-dostępny. Abu, wiem.
Spójrzcie tylko, jaki jest piękny:
A tu On Stage z jedną warstwą Lovely Color Mania nr 173. Efekt końcowy całkiem przyjemny, prawda? :)
Dobrze, że są dobrzy ludzie na świecie, dzięki którym $OPI mogę sobie próbować. I tu chcę przeogromnie podziękować Zuzi, która zrobiła mi szalenie miłą niespodziankę - Zuzia, you're the best of the best :*
Dostałam od Zuzi On Stage - czyli kolor, który trudno mi opisać, bo to niby fiolet ale z dużą dozą brudu, a w takim przyćmionym świetle lamp pokojowych On Stage wygląda jak brąz. W sumie to taki fioleto-mauve. Jednym słowem piękny, drugim słowem niespotykany a trzecim słowem trudno-dostępny. Abu, wiem.
Spójrzcie tylko, jaki jest piękny:
A tu On Stage z jedną warstwą Lovely Color Mania nr 173. Efekt końcowy całkiem przyjemny, prawda? :)
piątek, 19 listopada 2010
Katrisiowych nowości część trzecia - Absolutely Chinchilly!
No i ostatni lakier z tych nowościowych. Absolutely Chinchilly! Beżowa szarość, nie greige, nie taupe a po prostu szary z dużą ilością beżu. Lakier ten jest bardzo podobny do Chinchilly Essie, jednak Essie jest, według mnie, bardziej szara ;) Ale różnicy jako takiej między tymi lakierami nie ma :)
Porównanie Absolutely Chinchilly! z Chinchilly:
Porównanie Absolutely Chinchilly! z Chinchilly:
l-p: Absolutely Chinchilly!, Chinchilly, Absolutely Chinchilly!, Chinchilly
l-p: Absolutely Chinchilly!, Chinchilly, Absolutely Chinchilly!
Katrisiowych nowości część druga - Run Forest Run!
Lakier ten ma cudowną i jakże trafioną nazwę :D Forest Run to zieleń, taka właśnie leśna, soczysta, intensywna. Zieleń ciemna ale nie wpadająca w czerń. No i raczej z tych ciepłych, żółtych, trochę mchowych. Piękny kolor, a szczerze mówiąc nie byłam do niego przekonana. Zupełnie inny od Jade, który do tej pory był moją choinkową zielenią - teraz na to miano zasługuje biegnący Forest ;)
sobota, 13 listopada 2010
Nuuuuuuude.
Nudki, nudki, nudziaki. Ja lubić nudkowe lakiery :D Ten egzemplarz przywędrował do mnie od Sab, łup wymienny. Zieleń za nudka, deal stulecia :D Ale do sedna może, co?
Guppy numer 25 ma kolor Cafe Latte - mało kawy, dużo mleka. Przy ciemniejszym kolorze skóry może robić za typowego cielistego lakiera. Poza tym co jeszcze? Hmm, butelka jak dla olbrzyma. Srsly, nie widziałam w życiu większego lakiery. 18ml, toż to się ukąpać w tym można :D Jeden lakier na całe życie to Guppy.
No i małe porównanko (dawno niczego nie porównywałam, szok :D). Gupek jest podobny do Tickle My France-y. Tikl jest ciut jaśniejszy, ale każdy normalny człowiek powie, że różnicy nie ma. IMO Tikluś ma trochę różowych nutek których w Gupku brak.
Yet another nude polish and little comparison of two nudes polishes. But first things first.
Guppy #25. This one is like latte - a little bit of coffee with a lot of milk. Yummy. And this polish is indeed yummy. So mine. Me like it very much.
And second part - comparison. When I first saw this Guppy varnish I thought that this one and Tickle My France-y are very similar. And I was right. These two are like twins. OPI is a little lighter than Guppy, but the difference is not visible to any normal ;) human being :D
Porównanie - comparison:
Guppy numer 25 ma kolor Cafe Latte - mało kawy, dużo mleka. Przy ciemniejszym kolorze skóry może robić za typowego cielistego lakiera. Poza tym co jeszcze? Hmm, butelka jak dla olbrzyma. Srsly, nie widziałam w życiu większego lakiery. 18ml, toż to się ukąpać w tym można :D Jeden lakier na całe życie to Guppy.
No i małe porównanko (dawno niczego nie porównywałam, szok :D). Gupek jest podobny do Tickle My France-y. Tikl jest ciut jaśniejszy, ale każdy normalny człowiek powie, że różnicy nie ma. IMO Tikluś ma trochę różowych nutek których w Gupku brak.
Yet another nude polish and little comparison of two nudes polishes. But first things first.
Guppy #25. This one is like latte - a little bit of coffee with a lot of milk. Yummy. And this polish is indeed yummy. So mine. Me like it very much.
And second part - comparison. When I first saw this Guppy varnish I thought that this one and Tickle My France-y are very similar. And I was right. These two are like twins. OPI is a little lighter than Guppy, but the difference is not visible to any normal ;) human being :D
Porównanie - comparison:
OPI, Guppy, OPI, Guppy
OPI, Guppy, OPI
sobota, 6 listopada 2010
NOTD: Dżi Aj Dżejn
Piękna zieleń. Taka trochę w stylu Khaki Vert Chanela. Kremowa, chłodna, lekko oliwkowa a bardzo khaki. Śliczna. Nietypowa. Niespotykana. Jeśli spotkacie gdzieś w sklepach lakiery Colour Alike (w Krakowie jest kilka miejsc, gdzie te lakiery są sprzedawane, m.in. sklepik na pętli w Borku Fałęckim; drogeria przy Czarnowiejskiej, obok wypożyczalni video; drogeria w Galerii Krakowskiej; sklep w przejściu pod Lubiczem) to przyjrzyjcie się bliżej kolorom - bo są świetne. CA ma w swojej gamie kilka ślicznych mauve, letnia kolekcja limitowana też była udana i jeszcze gdzieniegdzie można ją spotkać :)
Aplikacja była bezproblemowa. Przy ogromnej staranności można położyć jedną warstwę, ale przy dwóch widać całe piękno tego lakieru :))) Pędzelek wygodny, konsystencja też.
Aplikacja była bezproblemowa. Przy ogromnej staranności można położyć jedną warstwę, ale przy dwóch widać całe piękno tego lakieru :))) Pędzelek wygodny, konsystencja też.
piątek, 29 października 2010
KOBO India Rose.
Cieszę się, że kupiłam tylko jeden lakier KOBO. Bo coż z tego, że kolor piękny, skoro aplikacja to jakiś koszmar?
Ale od początku. Na zdjęciach India Rose, numer 11. Piękna czerwień, w odcieniu takiej starej, wysłużonej cegły. Mniam, długo takiej czerwieni szukałam. Niestety, ten lakier ma zbyt wiele wad...
Po pierwsze: pędzelek. Jest maluteńki, króciuteńki, no jak dla krasnoludków. Niżej wrzucę zdjęcia porównawcze z pędzelkami OPI, Essie i Essence, same zobaczycie, jaki to mikrus. Naprawdę ciężko nim pomalować paznokcie. Może gdyby lakier był kryjący...
Po drugie: krycie właśnie. Lakier jest jak woda. Pierwsza warstwa nie kryje w ogóle. Druga już kryje ładnie, ale ciągle są minimalne prześwity. Do jako takiego wyglądu paznokci trzeba trzech warstw, ja już nie miałam siły na trzecią...
Po trzecie: konsystencja. Lakier jest rzadki. Rozlewa się po skórkach. Fuj. Lubie rzadkie lakiery, ale ten jest niefajny. Nie i koniec.
Po czwarte: relacja cena-pojemność. Jestem na nie. Lakier jest malutki, ma 7,5ml pojemności a kosztuje 15 złotych. Helllllooooooł!
Zalety? Kolor. Jest przepiękny. I na tym zalety się kończą. Sama paleta kolorów tego lakieru jest znośna, dużo czerwieni, dużo jasnych, całkiem ładne fiolety. Ale jeśli wszystkie lakiery KOBO są w obsłudze tak koszmarne jak ten... no to ja dziękuję :]
O trwałości wypowiem się kiedy indziej, chociaż nałożyłam na niego warstwę Seche więc powinien przetrwać kilka dni.
I pędzelki:
Ale od początku. Na zdjęciach India Rose, numer 11. Piękna czerwień, w odcieniu takiej starej, wysłużonej cegły. Mniam, długo takiej czerwieni szukałam. Niestety, ten lakier ma zbyt wiele wad...
Po pierwsze: pędzelek. Jest maluteńki, króciuteńki, no jak dla krasnoludków. Niżej wrzucę zdjęcia porównawcze z pędzelkami OPI, Essie i Essence, same zobaczycie, jaki to mikrus. Naprawdę ciężko nim pomalować paznokcie. Może gdyby lakier był kryjący...
Po drugie: krycie właśnie. Lakier jest jak woda. Pierwsza warstwa nie kryje w ogóle. Druga już kryje ładnie, ale ciągle są minimalne prześwity. Do jako takiego wyglądu paznokci trzeba trzech warstw, ja już nie miałam siły na trzecią...
Po trzecie: konsystencja. Lakier jest rzadki. Rozlewa się po skórkach. Fuj. Lubie rzadkie lakiery, ale ten jest niefajny. Nie i koniec.
Po czwarte: relacja cena-pojemność. Jestem na nie. Lakier jest malutki, ma 7,5ml pojemności a kosztuje 15 złotych. Helllllooooooł!
Zalety? Kolor. Jest przepiękny. I na tym zalety się kończą. Sama paleta kolorów tego lakieru jest znośna, dużo czerwieni, dużo jasnych, całkiem ładne fiolety. Ale jeśli wszystkie lakiery KOBO są w obsłudze tak koszmarne jak ten... no to ja dziękuję :]
O trwałości wypowiem się kiedy indziej, chociaż nałożyłam na niego warstwę Seche więc powinien przetrwać kilka dni.
I pędzelki:
góra-dół: Essie, KOBO, Essence, OPI
lewo-prawo: Essie, KOBO, Essence, OPI
środa, 27 października 2010
NOTD: Chinchilly.
Mój pierwszy lakier Essie jaki kupiłam :) I pierwszy szarak w mojej kolekcji. Gdy rok temu namiętnie poszukiwałam szarego koloru Essie był chyba wtedy jedynym prawdziwym szarakiem na rynku (a i tak ciężko było go kupić, ja sprowadzałam z jebaja). Nie wiedziałam wtedy jeszcze, czego mogę po Essie oczekiwać. Ale po pierwszym użyciu już wiedziałam, że to miłość na całe życie :) Jestem ogromną fanką Essie, i nikt mnie z tej drogi nie zawróci :D
A co do samego Chinchilly - najpiękniejsza szarość ever :) Średnia, kremowa, bez zielonych czy niebieski nut. Teraz, kiedy mam więcej niż jeden szary lakier to widzę, że w Szynszyli jest dużo beżu. Jednak gdy Szynszylka jest samotna na moich dłoniach to jest właśnie taką szynszylą szarością. A jaką kiedyś wzbudzał uwagę ten lakier swym nietypowym kolorem, ech... Piękne to czasy były :D
The prettiest grey shade ever. And my first, I must add. When I didn't have so many greys I thought, that Chinchilly is a pure, grey shade. Now I can see, that this Essie has a lot of beige in itself, but this still is a grey. Love it till death ;) The best grey ever. Simialr to High Society CC, but Essie has a better polish stuff than CC (best application, best brush, best consistency etc ;)).
A co do samego Chinchilly - najpiękniejsza szarość ever :) Średnia, kremowa, bez zielonych czy niebieski nut. Teraz, kiedy mam więcej niż jeden szary lakier to widzę, że w Szynszyli jest dużo beżu. Jednak gdy Szynszylka jest samotna na moich dłoniach to jest właśnie taką szynszylą szarością. A jaką kiedyś wzbudzał uwagę ten lakier swym nietypowym kolorem, ech... Piękne to czasy były :D
The prettiest grey shade ever. And my first, I must add. When I didn't have so many greys I thought, that Chinchilly is a pure, grey shade. Now I can see, that this Essie has a lot of beige in itself, but this still is a grey. Love it till death ;) The best grey ever. Simialr to High Society CC, but Essie has a better polish stuff than CC (best application, best brush, best consistency etc ;)).
piątek, 22 października 2010
Parlez-vous OPI?
Oui, je parle OPI :D
Jeden z piękniejszych lakierów na świecie. Brudna, bardzo brudna lawenda. Kolor cudowny i wyjątkowy, nie ma takiego drugiego.
This is one of the most beautiful polishes, ever. Dirty lavander, simply beautiful :) Application was OK, polish is thicker than usual OPI's but you stil need two coats to gain full opacity.
Jeden z piękniejszych lakierów na świecie. Brudna, bardzo brudna lawenda. Kolor cudowny i wyjątkowy, nie ma takiego drugiego.
This is one of the most beautiful polishes, ever. Dirty lavander, simply beautiful :) Application was OK, polish is thicker than usual OPI's but you stil need two coats to gain full opacity.
poniedziałek, 18 października 2010
I'm thrilled.
Uwielbiam takie klasyczne, neutralne czerwienie jak Thrill. Pasują do każdego i do wszystkiego ;) Niewielkim nakładem pracy uzyskujemy klasyczny i elegancki wygląd. Do tego mała czarna, sznur pereł i okulary muchy, i voila, możemy zdobywać świat :D
Brazyl jest raczej średnio-jasny, nie jaskrawy, ale też i nie stonowany. Wibrujący, ale tak delikatnie. No lubię go bardzo, co poradzę :D
Very classic. Very chic. Very ladylike. Very red :D It's true red, neutral, without any other colors. Only red. Application was great, if you seek strong enough one coat is sufficient (I have two coats cos I always paint my nails with two coats of polish ;)).
Pretty, pretty red nail polish :)
Brazyl jest raczej średnio-jasny, nie jaskrawy, ale też i nie stonowany. Wibrujący, ale tak delikatnie. No lubię go bardzo, co poradzę :D
Very classic. Very chic. Very ladylike. Very red :D It's true red, neutral, without any other colors. Only red. Application was great, if you seek strong enough one coat is sufficient (I have two coats cos I always paint my nails with two coats of polish ;)).
Pretty, pretty red nail polish :)
niedziela, 17 października 2010
Dutch Tulips.
Na Tulipany polowałam bardzo długo. Kiedy je w końcu dorwałam nie byłam zawiedziona :) Inaczej sobie ten kolor wyobrażałam, ale i tak jest piękny. Na mnie to mocno różowa czerwień, momentami nawet bardziej róż niż czerwień. Takie pomieszanie mocnej fuksji z landrynkową czerwienią. Bardzo mi takie efekt odpowiada.
Dutch Tulips is a red shade with very visible pink tones. On me this is more pink than red, but I like it. Application was nice, two coats needed to full opacity.
piątek, 15 października 2010
Denim Wanted! part three ;)
Kolejny lakier z Denim Wanted! LE. Chyba najmniej udany. Ot, niebieski, z lekkimi zielonkawymi podtonami. Gęsty, przyjemny w aplikacji. To jest chyba taka żywa wersja Smerfetkwoej Suzi :)
Next one from Denim Wanted! LE. Bright blue shade with hints of green. This one is a vivid version of Suzi Says Feng Shui, I think ;) Polish is thick, application was nice.
Next one from Denim Wanted! LE. Bright blue shade with hints of green. This one is a vivid version of Suzi Says Feng Shui, I think ;) Polish is thick, application was nice.
Wiem, że ostatnie zdjęcie jest trochę nieostre, ale kolor jest dobrze oddany :) (I know that last photo is a little blurry, but color is accurate ;))
Garnet.
Dziwny kolor. Czerwień z różowymi tonami, które nie są widoczne cały czas - one wychodzą w konkretnych momentach. Garnet jest fantastyczną czerwienią, bardzo niedosłowną.
This color is weird. It's red but with pink tones, which are not visible all the time. Garnet is beautiful, me like it ;))
This color is weird. It's red but with pink tones, which are not visible all the time. Garnet is beautiful, me like it ;))
środa, 13 października 2010
Tickle My France-y.
Tikl to lakier, który kupiłam trochę przypadkiem. Późną zimą/wczesną wiosną byłam ogromną fanką czerwieni, nie w głowie były mi takie nudziaki. Właśnie do którejś mojej czerwieni dostałam gratis butelkę Tickle My France-y. Przeleżał swoje w szufladzie, ale w końcu nabrał mocy urzędowej i wylądował na moich paznokciach. Myślałam, że zrobię mu zdjęcie, ponoszę z godzinę i będę zmywać. Niestety, albo i stety, mocno się w nim zadurzyłam i nosiłam chyba z tydzień. Do tej pory jest to jeden z najczęściej używanych przeze mnie jasnych lakierów. Tak często, że widać już znaczny ubytek w buteleczce :D
Jeśli chodzi o kolor Tikla. Hm, Tikl to prawdziwy kameleon. Bo to mocno rozbielony beż z dodatkami. I te dodatki zależą od tego, co akurat mamy na sobie. Gdy mam na sobie moją ukochaną parkę w kolorze mauve to Tikl ma w sobie dodatki mauve. Gdy cała jestem w ciepłych brązach Tikluś wygląda jak mocno rozbielona kawa. Gdy mam na pierdzionkowym palcu pierdzionek z różowym oczkiem Tikl zalatuje różem. A w buteleczce to takie kakao zrobione na zasadzie: szklanka mleka, łyżeczka kakao, wymerdać.
Ja wiem, że praktycznie każdy lakier pokazywany na tym blogu to jeden z moich ulubionych, jeden z ładniejszych etc. ale co ja na to poradzę? :D Skoro większość moich lakierów to kolory moje, w 100% trafione (nawet jeśli kupione przez przypadek czy dostane w prezencie? :D). Wierzcie mi na słowo, że jak mi się lakier nie podoba to potrafię go zbluzgać :D
Tickle My France-y (from OPI's France Collection) is not a typical nude shade. It has some mauve, coffee or pink shade in itself (depends on this, what color my clothes are :D). Tickle is unusual and beautiful. What to want more? :D
Jeśli chodzi o kolor Tikla. Hm, Tikl to prawdziwy kameleon. Bo to mocno rozbielony beż z dodatkami. I te dodatki zależą od tego, co akurat mamy na sobie. Gdy mam na sobie moją ukochaną parkę w kolorze mauve to Tikl ma w sobie dodatki mauve. Gdy cała jestem w ciepłych brązach Tikluś wygląda jak mocno rozbielona kawa. Gdy mam na pierdzionkowym palcu pierdzionek z różowym oczkiem Tikl zalatuje różem. A w buteleczce to takie kakao zrobione na zasadzie: szklanka mleka, łyżeczka kakao, wymerdać.
Ja wiem, że praktycznie każdy lakier pokazywany na tym blogu to jeden z moich ulubionych, jeden z ładniejszych etc. ale co ja na to poradzę? :D Skoro większość moich lakierów to kolory moje, w 100% trafione (nawet jeśli kupione przez przypadek czy dostane w prezencie? :D). Wierzcie mi na słowo, że jak mi się lakier nie podoba to potrafię go zbluzgać :D
Tickle My France-y (from OPI's France Collection) is not a typical nude shade. It has some mauve, coffee or pink shade in itself (depends on this, what color my clothes are :D). Tickle is unusual and beautiful. What to want more? :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)
