Ciemna butelkowa zieleń, zupełnie różna od Trendsettera, Jade czy katrisiowego Forresta. Aplikacja dość ciężka, lakier przy jednej warstwie jest ledwo zielonkawy, przy dwóch już nabiera głębi. Konsystencja rzadka ale bezproblemowa. Pędzelek giętki, nieco za gruby jak na mój gust.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essence. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 21 listopada 2010
czwartek, 18 listopada 2010
Essence Metallics LE - swatches.
Wrzucę wszystkie zdjęcia w jednego posta, jest tego w ciul i jeszcze trochę ;)
Więc Metallics. Kolekcja, do której podchodziłam raczej nieufnie, lakiery nie zachwycają chociaż są tak zwane perełki. Taką perełką jest zdecydowanie Copper Rulez!, ale na niego przyjdzie czas. Przejdźmy do zdjęć :)
1. Iron Goddess:
Niby to frost ale nie do końca, chociaż właśnie daje efekt takiego zmrożonego paznokcia. Ma takie śmieszne mini drobinki, coś jak kurz, śmiesznie to wygląda. To jedyny lakier na którym próbowałam magnetycznych właściwości płytki, ale jak widać nic z tego nie wyszło :D
2. Copper Rulez!:
Najfajnniejszy z całej serii :D Przypomina mi Shimmery Chic OPI (którego na oczy nie widziałam,a le ze zdjęć to są podobne :D). Stare złoto z takimi fajnymi drobinkami, ni to brokat ni flejksy. Fajnie się prezentuje, gorzej ze zmywaniem ;)
3. Nothing Else Metals:
Typowy frost. Starałam się nim ładnie pomalować, nie wiem czy mi wyszło :D Jego kolor to wyblakła oliwka z ciutką srebra. Najbrzydszy z całej serii.
4. Metal Battle:
Lakierowy bliźniak czarnego lakieru z Denim Wanted!. Różnią się tym, że Metallics jest mniej czarny niż DW!. Jedyny nie-metalowy lakier, na nim wzorków wyczarować się nie da. Czarny z shimmerem, ot cała filozofija ;)
Podsumowując - przyjemne lakiery ale żadnego must have wśród nich nie ma :)
Więc Metallics. Kolekcja, do której podchodziłam raczej nieufnie, lakiery nie zachwycają chociaż są tak zwane perełki. Taką perełką jest zdecydowanie Copper Rulez!, ale na niego przyjdzie czas. Przejdźmy do zdjęć :)
1. Iron Goddess:
Niby to frost ale nie do końca, chociaż właśnie daje efekt takiego zmrożonego paznokcia. Ma takie śmieszne mini drobinki, coś jak kurz, śmiesznie to wygląda. To jedyny lakier na którym próbowałam magnetycznych właściwości płytki, ale jak widać nic z tego nie wyszło :D
2. Copper Rulez!:
Najfajnniejszy z całej serii :D Przypomina mi Shimmery Chic OPI (którego na oczy nie widziałam,a le ze zdjęć to są podobne :D). Stare złoto z takimi fajnymi drobinkami, ni to brokat ni flejksy. Fajnie się prezentuje, gorzej ze zmywaniem ;)
3. Nothing Else Metals:
Typowy frost. Starałam się nim ładnie pomalować, nie wiem czy mi wyszło :D Jego kolor to wyblakła oliwka z ciutką srebra. Najbrzydszy z całej serii.
4. Metal Battle:
Lakierowy bliźniak czarnego lakieru z Denim Wanted!. Różnią się tym, że Metallics jest mniej czarny niż DW!. Jedyny nie-metalowy lakier, na nim wzorków wyczarować się nie da. Czarny z shimmerem, ot cała filozofija ;)
Podsumowując - przyjemne lakiery ale żadnego must have wśród nich nie ma :)
środa, 17 listopada 2010
Dzisiejsze zakupy czyli puść babę samą na sklepy...
Z założenia miał to być szybki wypad do Douglasa, więc z rana nawet się nie przebrałam i pomaszerowałam do galerii w dresach (mina pani douglażanki gdy taka wparowałam do tej jakże zacnej jaskini rozpusty - bezcenna, pani D. chyba padła na zawał, zachowywała się tak, jakby w życiu dresu nie widziała, myślałam, że mnie wyprosi :D na co ja przybrałam bitch face'a z mina 'try me, you bitch' :D). W Dougim dzisiaj akurat nie kupiłam nic (spisikałam się tylko Womanity i myślałam, że zejdę na migrenę, mdłości i słabość - Mugler dał czadu tym zapachem, jak babcie kocham...) ale za to narobiłam małżowi obciachy w H&M. Dlaczego? Odpowiedź na poniższych zdjęciach:
Betty Boop jest obłędna :D Całość - buteleczka, zakrętka, kolor, Betty na przedzie. No zakochałam się. Jestem wielką fanką Betty i ten lakier mnie uwiódł. Kolor to mocna, metaliczna fuksja o wdzięcznej nazwie Pink Wink :D
Tę Kiciusię tez kocham :D Na starość dziecinnieję, H&M ma też niesamowite Hello Kitty'owe kapciuszki, któe oczywiście chciałam kupić ale mąż zrobił minę i spytał 'how the fuck old are you? five?'. Na co ja zrobiłam swojego sztandarowego pouta i odpowiedziała 'twenty FIVE' :D Ale z kapciuszków nic nie wyszło, jutro po nie wrócę. Sama :D A póki co mam lakierek o przewdzięcznej nazwie Kitty Queen. Kolor tej słodyczy to fuksja z drobinkami, mrau :D
Poza tym mam cztery z pięciu metaliksów (od lewej: Iron Goddes, Copper Rulez!, Nothing Else Metals, Metal Battle i magnesik pod nimi):
Tu metalowe szmineczki (Metal Battle, Steel Me i Iron Goddess):
Oraz niedobitki czyli Highwaist Pink i naklejki na paznokcie:
Tylem nakupcyła w ostatnich dniach. A z metalówki dzisiaj to już niedobitki były, pani kasjerka w douglasie powiedziała, że się baby rzuciły na lakiery jak głupie :D
Betty Boop jest obłędna :D Całość - buteleczka, zakrętka, kolor, Betty na przedzie. No zakochałam się. Jestem wielką fanką Betty i ten lakier mnie uwiódł. Kolor to mocna, metaliczna fuksja o wdzięcznej nazwie Pink Wink :D
Tę Kiciusię tez kocham :D Na starość dziecinnieję, H&M ma też niesamowite Hello Kitty'owe kapciuszki, któe oczywiście chciałam kupić ale mąż zrobił minę i spytał 'how the fuck old are you? five?'. Na co ja zrobiłam swojego sztandarowego pouta i odpowiedziała 'twenty FIVE' :D Ale z kapciuszków nic nie wyszło, jutro po nie wrócę. Sama :D A póki co mam lakierek o przewdzięcznej nazwie Kitty Queen. Kolor tej słodyczy to fuksja z drobinkami, mrau :D
Poza tym mam cztery z pięciu metaliksów (od lewej: Iron Goddes, Copper Rulez!, Nothing Else Metals, Metal Battle i magnesik pod nimi):
Tu metalowe szmineczki (Metal Battle, Steel Me i Iron Goddess):
Oraz niedobitki czyli Highwaist Pink i naklejki na paznokcie:
Tylem nakupcyła w ostatnich dniach. A z metalówki dzisiaj to już niedobitki były, pani kasjerka w douglasie powiedziała, że się baby rzuciły na lakiery jak głupie :D
sobota, 13 listopada 2010
Essence Into The Wild - kredki, krótka recenzja.
Od jakiegoś czasu cały mój makijaż oczu to tusz, kreska i cielisty cień. Jakoś nie mam ochoty na wyszukane makijaże ;) Jeśli o czerń chodzi to jestem wierna kredce Lancome (której mini wersji mam chyba z pięć, uwielbiam zestawy typu tusz plus mini demakijaż i mini kredka :D) a z kolorowymi eksperymentuję ;) I tu wolę tańsze kosmetyki, bo kupię ich więcej za mniej, a jak wiadomo kolorowej kredki do samego końca się nie zużyje...
Ostatnimi czasy zachwycam się kredkami jumbo Essence z edycji limitowanej Into The Wild. Mam obydwa dostępne kolory czyli Beat The Heat i Zulu. Beat The Heat to złoto, ciepłe i połyskliwe. Zulu to chłodny brąz ze srebrnym połyskiem. Kredki same w sobie są miękkie, na gołej powiece raczej niezbyt trwałe. Ale na bazie zyskują bardzo, zarówno na kolorze jak i na trwałości. Dlatego ja polecam stosowanie ich właśnie na bazie, wtedy mamy gwarancję, że kreska przetrwa cały dzień :D
Złotej używam głównie na dolną powiekę, brązowej na górną. Kredki są łatwe w obsłudze, nawet niewprawne ręce narysują nimi równą i ładną kreskę. Zulu jest też fajną bazą pod ciemne cienie.
Za tę cenę (4,99) uważam, że warto :D Za pięć zeta mamy naprawdę fajny kosmetyk. Trochę żałuję, że nie kupiłam sobie eyelinerów z RtP, ale może jeszcze gdzieś je spotkam :)
Ostatnimi czasy zachwycam się kredkami jumbo Essence z edycji limitowanej Into The Wild. Mam obydwa dostępne kolory czyli Beat The Heat i Zulu. Beat The Heat to złoto, ciepłe i połyskliwe. Zulu to chłodny brąz ze srebrnym połyskiem. Kredki same w sobie są miękkie, na gołej powiece raczej niezbyt trwałe. Ale na bazie zyskują bardzo, zarówno na kolorze jak i na trwałości. Dlatego ja polecam stosowanie ich właśnie na bazie, wtedy mamy gwarancję, że kreska przetrwa cały dzień :D
Złotej używam głównie na dolną powiekę, brązowej na górną. Kredki są łatwe w obsłudze, nawet niewprawne ręce narysują nimi równą i ładną kreskę. Zulu jest też fajną bazą pod ciemne cienie.
Za tę cenę (4,99) uważam, że warto :D Za pięć zeta mamy naprawdę fajny kosmetyk. Trochę żałuję, że nie kupiłam sobie eyelinerów z RtP, ale może jeszcze gdzieś je spotkam :)
piątek, 12 listopada 2010
Kot, orgazm i kilka nowych nabytków.
Macie swój ulubiony róż i brązer? Bo ja mam :) Kiedyś miałam róży na pęczki - co się pojawiało me to miała, dosłownie :) Bardzo cieszyło mnie kupowanie różowych cudeniek, miałam chyba wszystkie kolory świata - od cukierkowo-landrynkowych po ceglaste brązy. Pewnego dnia kupiłam sobie cudo NARSa, czyli róż i brązer w duecie. O Orgasmie słyszałam już wcześniej, bo to w końcu jeden z najsłynniejszych róży na świecie. A Lagunę zobaczyłam pierwszy raz w momencie kupna.
Znacie pewnie Orgasm, nie? Od jakiegoś czasu ten kolor to po prostu NARSowy must have, mieć go trzeba i koniec kropka. Duplikaty się mnożą jak króliki, jednak żaden z kolorów a'la Orgazm nie dorównuje oryginałowi. Możliwe, że ja jestem zmanipulowana przez całą tą NARSową otoczkę, ale ja Orgazma nie wymienię na żaden inny. Kolor ten jest tak uniwersalny i tak piękny, że pasuje do mnie i wtedy, gdym jest opalona jak i wtedy, gdy jestem już zimowo pobladzona.
Orgazm to róż z brzoskwiniowymi tonami i złotymi drobinkami. Jest zdecydowanie ciepły, chłodne karnacje mogą się z nim gryźć. I chłodnym karnacjom współczuje, bo tracą one najwspanialszy kosmetyk świata ;)))
No i ta nazwa, nie oszukujmy się - Orgazm na policzkach jest zdecydowanie hot :))) Teraz mam ochotę na Super Orgasm, bo jak coś jest super to musi być hot hot hot :D Nie wiem na ile nowa wersja Orgazmu różni się od klasyka, ale czymś się chyba różni, skoro jest super :D
Druga część duetu, czyli Laguna. Bałam się tego brązu szczerze mówiąc. Używam raczej delikatnych brązów, i praktycznie tylko do modelowania. A Laguna jest ciemna, złotawa, z drobinkami (których an szczęście w świetle dziennym nie widać). Jednak był to strach zdecydowanie przedwczesny, nie ma co się laguny bać. Kolor może się wydawaę ciemny, ale na buzi łagodnieje. Pigmentacja jest średnia, więc by wyglądać jak murzin to trzeba się pędzlem namachać. I ja Laguny do modelowania używam, i uważam że nadaje się do tego celu świetnie.
Przy okazji pokażę Wam pędzel, którego do modelowania używam i mogę polecić. Jeśli chcę nałożyć brązer jak róż to ten pędzel się nie nadaje do tego celu, ale do modelowania jest świetny. Jest twardy, zbity, dobrze leży w dłoni. No i jest ładny - jeden z głównych powodów dla których go kupiłam ;)
Znacie pewnie Orgasm, nie? Od jakiegoś czasu ten kolor to po prostu NARSowy must have, mieć go trzeba i koniec kropka. Duplikaty się mnożą jak króliki, jednak żaden z kolorów a'la Orgazm nie dorównuje oryginałowi. Możliwe, że ja jestem zmanipulowana przez całą tą NARSową otoczkę, ale ja Orgazma nie wymienię na żaden inny. Kolor ten jest tak uniwersalny i tak piękny, że pasuje do mnie i wtedy, gdym jest opalona jak i wtedy, gdy jestem już zimowo pobladzona.
Orgazm to róż z brzoskwiniowymi tonami i złotymi drobinkami. Jest zdecydowanie ciepły, chłodne karnacje mogą się z nim gryźć. I chłodnym karnacjom współczuje, bo tracą one najwspanialszy kosmetyk świata ;)))
No i ta nazwa, nie oszukujmy się - Orgazm na policzkach jest zdecydowanie hot :))) Teraz mam ochotę na Super Orgasm, bo jak coś jest super to musi być hot hot hot :D Nie wiem na ile nowa wersja Orgazmu różni się od klasyka, ale czymś się chyba różni, skoro jest super :D
Druga część duetu, czyli Laguna. Bałam się tego brązu szczerze mówiąc. Używam raczej delikatnych brązów, i praktycznie tylko do modelowania. A Laguna jest ciemna, złotawa, z drobinkami (których an szczęście w świetle dziennym nie widać). Jednak był to strach zdecydowanie przedwczesny, nie ma co się laguny bać. Kolor może się wydawaę ciemny, ale na buzi łagodnieje. Pigmentacja jest średnia, więc by wyglądać jak murzin to trzeba się pędzlem namachać. I ja Laguny do modelowania używam, i uważam że nadaje się do tego celu świetnie.
Przy okazji pokażę Wam pędzel, którego do modelowania używam i mogę polecić. Jeśli chcę nałożyć brązer jak róż to ten pędzel się nie nadaje do tego celu, ale do modelowania jest świetny. Jest twardy, zbity, dobrze leży w dłoni. No i jest ładny - jeden z głównych powodów dla których go kupiłam ;)
Laguna - Orgasm
Orgasm - Laguna
pędzel Sephora
Jeśli macie możliwość kupna chociaż różu - to nie wahajcie się. Ten kosmetyk nie jest przereklamowany. Warto, dla nazwy, koloru, efektu, opakowania... :D
Poza tym to byłam sobie dzisiaj na krótkich zakupach. Nie byłabym sobą, gdybym wróciła do domu z niczym :))) Zmywacz w płatkach i żel antybakteryjny do rąk to nabytki przedwyjazdowe, cała reszta dzisiejsza. Glisten Up! do tjuningowania Audrey a No More Drama ma ładną nazwę. Poza tym wzięłam sobie korektor pod oczy, bibułki matujące i patyczki do skórek.
A na koniec kot :D Znacie Kota Simona? Jeśli nie to wujek Google Wam pomoże. Gdy zobaczyłam ten kalendarz to oczy mi się zaświeciły i musiałam, no musiałam go kupić :D Chociaż ja na co dzień nie używam takich rzeczy, to jednak z Kotem Simona chyba się przekonam do tego ustrojstwa ;))) Czy nie jest on słodki? :D
Etykiety:
Essence,
haul,
KOBO,
kolorówka: brązery,
kolorówka: róże,
NARS,
stuff
piątek, 5 listopada 2010
Return to Paradise :D
Ach ach ach. Niby nic mi się z Return to Paradise nie podobało, ale jak tu się oprzeć lakierkom? No nie da się. Więc zanabyłam drogą kupna trzy sztuki - Jungle Drum, My Little Orchid i Back to Paradise. Rączka ma wędrowała do dwóch pozostałych, ale resztki zdrowego rozsądku robiły 'tsk tsk tsk' i rączki wróciły na swoje miejsce.
No i jeszcze trzy Colour Alike, znane już bloggerkom. Po powrocie z wycieczki zrobię porównanie 'Paradoxala' z Paradoxalem :D
Guess what - there is return to Paradise TE in our polish drugstores. I wanted this trend edition so badly a few months ago... Now I want it less but still - I bought three polishes :D Back to paradise has been on my wish list for some time and now I have it, yay :))) I'll do some swatching when I'll be back from my roadtrip ;)))
Ah, the second part :) Those are polishes from our Polish cosmetic brand. The middle one in second row is a dupe for good ol' Paradoxal. I'll do some comprasion between Colour Alike, Chanel and Barry M (cos I have it too :P).
No i jeszcze trzy Colour Alike, znane już bloggerkom. Po powrocie z wycieczki zrobię porównanie 'Paradoxala' z Paradoxalem :D
Guess what - there is return to Paradise TE in our polish drugstores. I wanted this trend edition so badly a few months ago... Now I want it less but still - I bought three polishes :D Back to paradise has been on my wish list for some time and now I have it, yay :))) I'll do some swatching when I'll be back from my roadtrip ;)))
Ah, the second part :) Those are polishes from our Polish cosmetic brand. The middle one in second row is a dupe for good ol' Paradoxal. I'll do some comprasion between Colour Alike, Chanel and Barry M (cos I have it too :P).
górny rząd (upper row): Jungle Drum, My Little Orchid, Back to Paradise;
dolny rząd (lower row): Jesienny Blues (Autumn Blues), Weekendowy Szał (Weekend Frenzy), Dżi Aj Dżejn (GI Jane)
piątek, 15 października 2010
Denim Wanted! part three ;)
Kolejny lakier z Denim Wanted! LE. Chyba najmniej udany. Ot, niebieski, z lekkimi zielonkawymi podtonami. Gęsty, przyjemny w aplikacji. To jest chyba taka żywa wersja Smerfetkwoej Suzi :)
Next one from Denim Wanted! LE. Bright blue shade with hints of green. This one is a vivid version of Suzi Says Feng Shui, I think ;) Polish is thick, application was nice.
Next one from Denim Wanted! LE. Bright blue shade with hints of green. This one is a vivid version of Suzi Says Feng Shui, I think ;) Polish is thick, application was nice.
Wiem, że ostatnie zdjęcie jest trochę nieostre, ale kolor jest dobrze oddany :) (I know that last photo is a little blurry, but color is accurate ;))
wtorek, 12 października 2010
The one and only.
Niby ładny - bardzo dziewczęcy, miły, słodki itp. Ale nie mój. Może gdyby był delikatnie przybrudzony to bardziej by mi pasował. Póki co, no nie wiem. Czas pokaże, czy się zaprzyjaźnimy.
Dunno what to think about this one. It's cute, and sweet, and girly and so on... But not mine, I think. Too, hmm, clear for me. Maybe if it has some dusty tones in itself I'd like it. For now I'm not sure if The One And Only will stay with me.
Dunno what to think about this one. It's cute, and sweet, and girly and so on... But not mine, I think. Too, hmm, clear for me. Maybe if it has some dusty tones in itself I'd like it. For now I'm not sure if The One And Only will stay with me.
Oh my, crazy me...
Wesoły letni kolor. Typowy morski, zielono-niebieski odcień. Czasami jest bardziej niebieski, innym razem bardziej zielony. Kameleon ;)
Nice and summer-y shade. Turquois is a good word choice for this one. A little bit of green and a little bit of blue mixed in a bottle. Sometimes it's more blue than green, other times it's more green than blue. Chameleon.
Nice and summer-y shade. Turquois is a good word choice for this one. A little bit of green and a little bit of blue mixed in a bottle. Sometimes it's more blue than green, other times it's more green than blue. Chameleon.
sobota, 9 października 2010
Mesmerize vs My Boyfriend's Jeans
Na prośbę Uliny - porównanie My Boyfriend's Jeans i Mesmerize. MBJ to ciemniejszy niebieskie, nie granatowy ale tez nie tak jasny jak Mesmerize. Obydwa są dość niespotykane i śliczne :)
My friend ask, if I could do a comparison between this two shades. Ofc, I'd do this ;) MBJ is a little darker than Mesmerize. Both are unique and pretty :)
My friend ask, if I could do a comparison between this two shades. Ofc, I'd do this ;) MBJ is a little darker than Mesmerize. Both are unique and pretty :)
l-r (both pictures): Mesmerized, My Boyfriend's Jeans, Mesmerized, My Boyfriend's Jeans
poniedziałek, 4 października 2010
Stemplujemy!
Zestaw do stemplowania mam od jakiegoś czasu, jednak do tej pory nie miałam odpowiednich do tego celu lakierów. Udało mi się kupić dwie nowości od Essence - biały i czarny lakier do stemplowania.
Nie jestem wprawiona w stempelkowaniu, więc i moje wzorki idealne nie są :D Ale dojdę do wprawy, bo w końcu mam odpowiednie lakiery.
Biały jest gęsty, kryjący jak korektor. Czarny jest trochę rzadszy ale lepiej mi się nim odbija. Czuć różnice między tymi lakierami a tymi normalnymi. Może jak dojdę do wprawy to to, czym odbijam nie będzie mi robiło różnicy, póki co jednak będę sięgać po te specjalne lakiery.
Lakiery mają 5ml pojemności, kosztują 6,49. Dostępne w dwóch kolorach.
P.S. Wiem, że biały to mi tak średnio wyszedł, ale ciiiiiii :D
Nie jestem wprawiona w stempelkowaniu, więc i moje wzorki idealne nie są :D Ale dojdę do wprawy, bo w końcu mam odpowiednie lakiery.
Biały jest gęsty, kryjący jak korektor. Czarny jest trochę rzadszy ale lepiej mi się nim odbija. Czuć różnice między tymi lakierami a tymi normalnymi. Może jak dojdę do wprawy to to, czym odbijam nie będzie mi robiło różnicy, póki co jednak będę sięgać po te specjalne lakiery.
Lakiery mają 5ml pojemności, kosztują 6,49. Dostępne w dwóch kolorach.
P.S. Wiem, że biały to mi tak średnio wyszedł, ale ciiiiiii :D
Kropelki wysuszające Essence - test.
Jak kupiłam to testuję. Nie wiem, czego szukam wśród takich kosmetyków, w końcu mam już HG. Jednak to nowość, a wiadomo - nowości kuszą ;)
Jak już pisałam jet to produkt z tzw. drugiej szafy Essence. Buteleczka ma 8ml, kosztuje 8,99.
Zacznę może od szczegółów technicznych - zakraplacz jest bardzo fajny, dozuje nam odpowiednią ilość olejku, płyn się z pipety nie wylewa jeśli mu tego nie każemy zrobić ;)
Konsystencja olejkowata. Płyt jest wyraźnie tłusty, może nie tak tłusty jak wysuszacz My Secret ale czuć, że to olejek.
Buteleczka stabilna, szeroka - nie ma obaw, że nam się przewróci i wyleje.
No to teraz może to, o co nam wszystkim chodzi - wysuszanie. Producent obiecuje nam wysuszenie mokrego lakieru w 60 sekund. I to jest bujda na resorach :D Po 60 sekundach lakier jest całkowicie mokry. Trzeba uważać, bo byle dotknięcie zostawi ślad (co ja mam zresztą udokumentowane na zdjęciach).
Dużym plusem jest to, że jedna kropelka płynu wystarcza na jeden paznokieć, olejek się ładnie rozlewa po płytce. Nie trzeba reaplikacji kropelek aby mieć pewność, że cały paznokieć jest płynem pokryty.
Minusem jest to, że płyn wylewa się poza paznokcie, na palce. Wysuszenia skórek nie zauważyłam póki co.
Całkowicie suchy lakier miałam po około 40 minutach. Dla mnie to niestety za długo.
Jak już pisałam jet to produkt z tzw. drugiej szafy Essence. Buteleczka ma 8ml, kosztuje 8,99.
Zacznę może od szczegółów technicznych - zakraplacz jest bardzo fajny, dozuje nam odpowiednią ilość olejku, płyn się z pipety nie wylewa jeśli mu tego nie każemy zrobić ;)
Konsystencja olejkowata. Płyt jest wyraźnie tłusty, może nie tak tłusty jak wysuszacz My Secret ale czuć, że to olejek.
Buteleczka stabilna, szeroka - nie ma obaw, że nam się przewróci i wyleje.
No to teraz może to, o co nam wszystkim chodzi - wysuszanie. Producent obiecuje nam wysuszenie mokrego lakieru w 60 sekund. I to jest bujda na resorach :D Po 60 sekundach lakier jest całkowicie mokry. Trzeba uważać, bo byle dotknięcie zostawi ślad (co ja mam zresztą udokumentowane na zdjęciach).
Dużym plusem jest to, że jedna kropelka płynu wystarcza na jeden paznokieć, olejek się ładnie rozlewa po płytce. Nie trzeba reaplikacji kropelek aby mieć pewność, że cały paznokieć jest płynem pokryty.
Minusem jest to, że płyn wylewa się poza paznokcie, na palce. Wysuszenia skórek nie zauważyłam póki co.
Całkowicie suchy lakier miałam po około 40 minutach. Dla mnie to niestety za długo.
kropelki wysuszające na dwóch warstwach Guerlain Kerala Sunset
zepsuty lakier na małym palcu, 20 minut od malowania i suszenia
Ja wracam potulnie do Seche Vite, przy którym mam pewność, że świeży lakier mi się nie zepsuje. Kropelki zużyję do stóp :D
Garść nowości od Essence.
Przy okazji wizyty w Naturze rzuciły mi się w oczy nowości z drugiej szafy ;) Kupiłam lakiery do stempelków (czarny i biały), pilniczek Loop File, kropelki wysuszające i zmywacz w pisaku (może będzie lepszy niż poprzednia wersja, chociaż i tak będę go używać tylko do korekt).
czwartek, 30 września 2010
Ski Teal We Drop vs Meet You In Budapest
Porównanie Ski Teala i Budapestu. Zanim dostałam OPIka w swoje ręce myślałam, że będzie on bardzo do Budapesta podobny. Niestety. Ski jest wyraźnie niebieski przy zielonym Budapescie. Ale może to i dobrze, że to są zupełnie różne dwa kolory? :)
Ski Teal We Drop vs Meet You In Budapest. OPI is more blue when Budapest is more green. I thought that Ski Teal would be more like a Budapest but we have two different colors. maybe that's a good thing :D
l-r: Meet You In Budapest, Ski Tel We Drop, Meet You In Budapest, Ski Tel We Drop
Subskrybuj:
Posty (Atom)




